Karolina miała 27 lat, kiedy w tragicznym wypadku zginął jej chłopak, Rafał. Mieszkali ze sobą od czterech lat, bez ślubu. Mieli wspaniałe perspektywy. „O Bogu nie myśleliśmy wcale, uważaliśmy, że religia jest dla ciemnych umysłów” – wspomina kobieta. Ciała mężczyzny, którego samochód wpadł do rzeki nie odnaleziono. Karolina nie mogła sobie z tym poradzić. Przypomniało jej się o ludziach, którzy potrafią nawiązać kontakt z duchem zmarłego. Poszła do kobiety, która zajmuje się spirytyzmem. W trakcie seansu spirytystka przemówiła, niejako głosem ukochanego Karoliny: „Jest w twoim otoczeniu mężczyzna, żonaty, bez dzieci, on ze mną pracował. Ja będę przez niego działał, w nim będziesz mogła mnie dostrzegać. Musisz go zdobyć dla siebie i wtedy będziemy razem”.

 

Diabeł gwałcił ją w snach…


W zrozpaczonej dziewczynie zatliła się iskierka nadziei. Regularnie zaczęła przychodzić do spirytystki, która z każdą kolejną wizytą zagłębiała ją w czarną magię. A Karolina tyleż konsekwentnie, co bezrefleksyjnie spełniała jej polecenia: przyniosła konsekrowaną hostię, nosiła amulety, podrzucała obcym ludziom dziwne przedmioty, aż wreszcie przystąpiła do ostatecznego szturmu na Sebastiana, kolegę jej zmarłego chłopaka. Zgodnie z zaleceniem kobiety-medium podała mu któregoś razu do spożycia swoją krew menstruacyjną (oczywiście, wcześniej odpowiednio „omodloną” przez spirytystkę), a wokół niej rozpętało się piekło. Owszem, zdobyła Sebastiana, nawet zapomniała o Rafale, ale jej nowy kochanek szybko zaczął traktować ją jak niewolnicę. Była w coraz gorszym stanie psycho-fizycznym. Zaczęła miewać nocne koszmary, w których była brutalnie gwałcona przez dziwną, obrzydliwą postać. Zaczęła szukać ratunku. Swoje pierwsze kroki skierowała do kościoła, w którym była odprawiana Msza św. z modlitwą o uzdrowienie. Choć Karolina chciała podejść do księdza, aby ten nałożył na nią dłonie, nie mogła – ogarnęło ją to samo uczucie sparaliżowania, które pojawiało się podczas koszmarnych snów. Wybiegła z kościoła. Dostrzegła mężczyznę, który na niewielkim stoliku miał rozłożone książki. Na okładce jednej z nich zobaczyła postać, którą co noc gwałciła ją w snach. Był to diabeł z okładki książki G. Banasika „Okultyzm”…

 

Karolina rozpoczęła walkę o swoją duszę. Jej niezwykłą historię możemy przeczytać w najnowszym, drugim już numerze „Egzorcysty”, którego tematem przewodnim jest wróżbiarstwo. Redaktorzy miesięcznika wręcz idealnie wstrzelili się z nim w czas. Mamy drugą  połowę października, za chwilę w sklepach pojawią się (jeśli już się nie pojawiły) wydrążone dynie i inne halloweenowe gadżety. Pod koniec listopada wielu z nas będzie się bawić na andrzejkowych imprezach, wróżyć sobie z wosku lanego przez dziurkę od klucza czy skórek z jabłka. „Przecież to tylko zabawa”. Sęk w tym, że diabeł kompletnie nie zna się na żartach. Ponadto, warto wiedzieć, jaka jest geneza uroczystości Halloween. „Wywodzi się z tradycji pogańskiej, z celtyckich uroczystości ku czci boga śmierci Samhaina. Później tradycja ta została zawłaszczona przez satanistów, którzy noc z 31 października na 1 listopada połączyli z czarnymi mszami, orgiami seksualnymi i obrzędami jednoczenia się z demonami. W niektórych sektach było to związane nawet ze składaniem ofiar z ludzi” – mówi w rozmowie z G. Górnym demonolog, o. Aleksander Posacki SJ.

To (nie)tylko zabawa…


Ktoś jednak może zapytać, co złego jest w posyłaniu dzieci na niewinne zabawy z wydrążonymi dyniami w tle. Ano całkiem sporo. „Nawet zabawa nie gwarantuje bezpieczeństwa, bo zły duch nie zna się na żartach. Zwłaszcza gdy wchodzimy na jego teren, gdy „dotykamy” rzeczy zakazanych przez Boga, gdy przekraczamy pewne granice, które są często niewidzialne. Stąd należy raczej „dmuchać na zimne”. Wiele osób traktowało wywoływanie duchów jako zabawę, a kończyło się na zniewoleniach duchowych” – ostrzega o. Posacki.

 

W numerze znajdziemy także świetny tekst Magdaleny U. Dębskiej „Uzależnieni od przyszłości”. Popularnym i niezwykle cenionym zwyczajem noworocznym we Francji było swego czasu – jak pisze Dębska – obdarowywanie się opłaconą z góry i długo wyczekiwaną wizytą u wróżki Elli. Autorka tekstu udaje się na taką wizytę. Zaskakuje ją, że w mieszkaniu, w którym przyjmuje Elli nie ma szklanych kul, czarnych kotów czy innych, czarodziejskich rekwizytów. Jest za to pełno wizerunków aniołów. Z jedynym wyjątkiem – nigdzie nie ma Michała Archanioła, ani Matki Boskiej. Po co te anioły? Mają pomóc zrealizować nasze plany. A jak nie zechcą? Wróżka poda nam specjalne, ułożone przez siebie formuły. „Trzeba je powtarzać codziennie systematycznie – w ten oto sposób na pewno już nie będzie czasu na pomyślenie z troską o naszych bliskich, a nasza wolna wola znika gdzieś w odmętach uzależnienia. Stajemy się uzależnieni od tego, co powie i co zasugeruje nam wróżka. Powoli staje się tak, że nie powierzamy już niczego decyzji i działaniu naszej wolnej woli” – podkreśla Dębska. Wróżka „widzi przyszłość, która jest już właściwie z góry określona, ale jednocześnie przez rytuał mamy możliwość wpływu na rzeczywistość, która jest już w jakiś sposób zdeterminowana”. A gdzie w tym wszystkim Pan Bóg i jego plan na nasze życie? Jego wola może zostać zrealizowana, ale „pod warunkiem, że jest ona naszą wolą” – puentuje Dębska, której Elli koniec końców nie powróżyła. Miała zbyt mocną wolę.

 

Bóg? To zabobon! Ale szklane kule i karty to już nie

 

Jak to możliwe, że współczesny człowiek, inteligentny, który odrzuca Pana Boga, jako wytwór czyjejś chorej wyobraźni, zabobon, jest w stanie uwierzyć we wróżenie z fusów, czytanie z dłoni i szereg innych cudawianek? To dla mnie niepojęte. „Coś, co jeszcze przed chwilą wydawało się nie do pomyślenia dla „człowieka nowoczesnego”, staje się czymś bardzo na czasie. Praktyka wróżbiarska i okultystyczna jest już prawie naturalna, jest czymś trendy” – podkreśla Dębska. „Zdawałoby się, że XXI wiek to wiek rozumu i postępu, a tym samym to czas walki z tym, co naiwne, zabobonne czy wręcz głupie. Tymczasem przeraża to, co się ludziom proponuje i w co są w stanie uwierzyć” – ocenia z kolei Andrzej Wronka. Drugi numer „Egzorcysty”  opisuje przypadki ludzi, którzy odrzucając Boga, postawili na Jego miejsce szarlatanów, bioenergoterapeutów, wróżki. Redaktorzy miesięcznika pokazują, co się dzieje z człowiekiem, który traci rozumną wiarę. Może warto podsunąć magazyn tym wszystkim naszym bliskim, babciom, mamom, koleżankom, ciociom, które swoją przyszłość uzależniają od horoskopów, zaczytują się w pismach typu „Wróżka” i „niewinnie” świętują Halloween. Zanim będzie za późno.

 

Marta Brzezińska

 

Miesięcznik "Egzorcysta" nr. 2/2012