Zacząłem się natomiast zastanawiać jaki był cel działania funkcjonariuszy i jedyne, co przyszło mi do głowy to zastraszenie. Jasny przekaz: nie podskakujcie władzy, bo dobierzemy się do tyłków nie tylko wam, ale i waszym bliskim. Działania naszej „demokratycznej” i „obywatelskiej” władzy coraz bardziej przypominają postępowanie totalitarnych reżimów, które stosowały zbiorową odpowiedzialność by zastraszyć społeczeństwo i zapobiec buntowi. Człowiek, który boi się o rodzinę nie jest skory do sprzeciwu. Nihil novi sub sole. Wiedzieli o tym dobrze Niemcy podczas ostatniej wojny, wiedzieli sowieci, wiedzą Koreańczycy z północy i jak się okazuje wiedzą rządzący dziś Polską tzw. liberałowie.

 

Pytanie, jakie wszyscy powinniśmy sobie zadać brzmi: czy władza, której przedstawiciele dopuszczają się takich działań wciąż ma prawo używać przymiotnika „demokratyczna”? Czy władza zastraszająca obywateli ma jeszcze legitymację do rządzenia państwem? Czy może jest to już w czystej postaci władza reżimowa, która naród trzyma „za mordę”, krótko przy pysku? Ja wątpliwości nie mam, wyrok na właściciela satyrycznej strony „Antykomor.pl”, afera w gdańskim sądzie, mataczenie przy śledztwie w sprawie katastrofy smoleńskiej i zatrzymanie młodej dziewczyny tylko dlatego, że jest osobą bliską przeciwnikowi premiera (choć „Staruch” postacią jednoznaczną na pewno nie jest) świadczy tylko i wyłącznie o tym, że granica już dawno została przekroczona a fasady demokracji mają tylko maskować kwitnący zamordyzm.

 

Alexander Degrejt