Rząd PO kolejny raz sięgnął do kieszeni Polaków. Wczoraj w Sejmie politycy zdecydowali, że "straże gminne i miejskie zostaną pozbawione możliwości przeprowadzania kontroli fotoradarowej kierowców. Inspekcja Transportu Drogowego będzie dysponowała tylko i wyłącznie fotoradarami stacjonarnymi, fotoradary mobilne będzie mogła stosować wyłącznie policja". 

Ale politycy przyjęli także przepisy zaostrzające kary dla kierowców za przekroczenie dozwolonej prędkości. Według nowych przepisów kary dla kierowców będą naliczane w powiązaniu z ogłaszanym przez GUS przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce narodowej za poprzedni rok (niedawno było to 3,8 tys. zł brutto).

Jakie będą stawki przy prekroczeniu prędkości:  

do 10 km/godz. mandatu nie będzie;

od 11 do 20 km/godz. będzie to 3 proc. średniej pensji ok 115 zł. 

od 21 do 30 km/godz. - 5 proc., ok 200 zł.

od 31 do 40 km/godz. - 9 proc., ok 370 zł. 

od 41 do 50 km/godz. - 14 proc., ok 540 zł.

ponad 50 km/godz., - 20 proc. średniego wynagrodzenia, czyli ok. 760 zł.

Obecnie w Polsce maksymalna wysokość mandatu za jedno wykroczenie to 500 zł (a w przypadku tzw. zbiegu wykroczeń – 1 tys. zł).

Zamiast naprawdę myśleć strategicznie i np. opodatkować banki i sieciówki, które wyprowadzają z polski miliardy złotych, to rząd Polski łata budżet pieniędzmi wyciąganymi z kieszeni podatników.

mm/newsweekpl