Parlamentarzysta odniósł się do slów Rafała Grupińskiego, który powiedział, że Żalek łamie zasady lojalności wobec pozostałych członków klubu parlamentarnego PO.
- Nie wiem, jak Grupiński rozumie lojalność, ale na pewno nie łamię zasad przez niekrycie się ze swoimi poglądami. Nie można nikomu czynić zarzutu z tego, że jego przekonania nie odzwierciedlają poglądów wszystkich członków Klubu PO - tłumaczy Żalek. - Cenię Grupińskiego za jego wielką erudycję, ale coraz częściej mam wrażenie, że jego przyjaźń z Grzegorzem Schetyną ogranicza mu zdolność wykorzystywania własnych zalet intelektu. Może to rodzić podejrzenie o przedkładanie sympatii koleżeńskich nad służenie interesom całego klubu. Zarzut o mojej nielojalności jest dziwny, bo niepoparty żadnymi argumentami. Bo ich nie ma - mówi "Rzeczpospolitej".
Wiadomo, że kierownictwu partii nie podobają się wypowiedzi i działania Jacka Żalka ws. in vitro, aborcji, związków partnerskich, które akurat są projektem klubowym. - Rzekoma samowola miałaby polegać na tym, że poseł się deklaruje i opowiada za przestrzeganiem zasad zgodnych z sumieniem, a nie dyscypliną? Szef klubu chciałby wprowadzić nowe standardy oparte na uzyskaniu zgody na posiadanie własnego zdania? - pyta retorycznie poseł. - Oczywiście ironizuję, bo przecież nikomu nie zależy na cenzurowaniu posłów. Tym bardziej że to właśnie różnorodności środowisk Platforma zawdzięcza swój obywatelski charakter. W oczywisty sposób, do czasu kiedy szanujemy wewnątrzklubowe odmienności, nie ma w tym nic złego. Próbę siłowego dyscyplinowania za rzekomą nielojalność uważam za ingerencję posuniętą za daleko. Odbieram te słowa jako komunikat do grupy posłów konserwatywnych – zejdźcie nam z drogi - tłumaczy polityk PO.
Na Jacku Żalku nie zrobiły wrażenia również słowa Rafała Grupińskiego, który stwierdził, że konserwatywny poseł przekroczył zasady pracy w klubie. Według Żalka nie uważa się za ofiarę "opresji politycznej" we własnym klubie. Jego zdaniem dużo bardziej poprawnym określeniem jest "gra polityczna".
- Strategia polega na dokonaniu zmiany oblicza PO z partii konserwatywno-liberalnej w ugrupowanie centrolewicowe. Tusk gwarantuje zachowanie różnorodności i pluralizmu w partii. On od lat koncentruje się na tym, co łączy członków PO, i zyskuje sympatię Polaków. Schetyna koncentruje się na tym, co nas dzieli. Wszystkie inicjatywy tego środowiska wywołały mocny podział w Platformie. Od projektu wniosku o Trybunał Stanu dla przywódców opozycji przez projekt ws. in vitro, co miało doprowadzić do konfrontacji wewnątrz klubu. A potem projekt o związkach partnerskich. To próba sabotażu z pominięciem procedury klubowej. Nie dopuszczono do wyjaśnienia zastrzeżeń prawnych w tej sprawie i ogłoszono, że nikt ich nie zgłosił, mimo że były wielokrotnie zgłaszane - tłumaczy Żalek.
Cała rozmowa w dzisiejszej "Rzeczpospolitej"
AM

