Fronda.pl: Czy Pana zdaniem należy upamiętnić ofiary katastrofy smoleńskiej przy Pałacu Prezydenckim, a jeśli tak, to w jaki sposób – tablicą, pomnikiem, krzyżem czy innym symbolem?
Jacek Żalek: Ze względu na powagę sytuacji i znaczenie przedsięwzięcia istotniejsze jest to, kto wyjdzie z taką inicjatywą niż jaki to będzie pomysł. Na pewno wykorzystywanie symboli religijnych w bieżącej grze politycznej jest niegodziwe. Ważne, żeby to była poważna inicjatywa, muszą z nią wyjść odpowiedzialne osoby, a nie ci, którzy żonglują nastrojami społecznymi i liczą na poklask polityczny.
Kto żongluje tym symbolem?
W większości przypadków są to niespełnieni politycy. Takie zachowania nie wpisują się w obronę krzyża, noszą jedynie cechy histerycznej reakcji. Ubliżanie księżom jest rzeczą haniebną, a ekscesy podyktowane rzekomą obroną wiary po prostu głupią. To nie ma nic wspólnego z wiarą. Nie mylmy gorliwości w wierze z objawami niedowładu psychicznego. Miejsce pod krzyżem to miejsce kontemplacji i miłości a nie agresji i grubiaństwa. Jeśli Polacy nie gromadzą się pod krzyżem aby się pomodlić, to lepiej niech nie spotykają się pod nim wcale.
Ale to przecież prezydent-elekt ogłosił w „Gazecie Wyborczej” przeniesienie krzyża. Więc część odpowiedzialności za te zajścia spada na polityków waszej formacji.
Przestawienie krzyża nie jest walką z krzyżem. Sprawy administracyjne nie są domeną polityków. Decyzję o przeniesieniu można było ogłosić z większą delikatnością, jednakże przypisywanie złych intencji tym, którzy ją podjęli jest niesłuszne. Czymś zrozumiałym jest to, że służby porządkowe zbierają dewocjonalia oraz znicze po Dniu Zadusznym, kwiaty po procesji Bożego Ciała, choinki i ozdoby świąteczne po Bożym Narodzeniu. Inne zasady obowiązują w czasie święta inne w czasie postu. Nie mieszajmy przestrzeni sacrum i profanum.
A może podgrzewanie atmosfery wokół krzyża jest obu partiom na rękę?
Zasadniczo spór jest na rękę rywalizującym stronom, tyle tylko, że istnieją granice tego sporu, które w tym przypadku bez wątpienia zostały przekroczone. Nadużyto symbolu wiary do łatwego rozbudzenia emocji i cynicznego zbicia poparcia politycznego. Przypisywanie takich intencji całym ugrupowaniom i konkretnym środowiskom politycznym jest podpisaniem się pod żenująco niskim poziomem tego sporu, choć znaleźliby się niestety politycy, szczególnie niechętni wierze i z lewicowym rodowodem, którzy nachalnie starają się wpisać w przebieg tych zajść. To kwestia braku taktu i dobrego smaku.
Dlaczego ze strony PO nie ma do tej pory jasnej deklaracji: postawimy tablicę, rozpiszemy konkurs na projekt, negocjujemy z konserwatorem i władzami miasta?
Upamiętnienie ofiar katastrofy nie powinno być przedmiotem targu politycznego. Wyobraźmy sobie sytuację w odwróconej rzeczywistości politycznej. Wojująca lewica bierze się za rekonstrukcję przestrzeni publicznej i na przykład w każdym parku buduje kaplicę, tylko nie taką, jakiej chcieliby chrześcijanie. Niepotrzebny konflikt to oczywisty skutek przekazania pieczy nad naszą pamięcią i tradycją w ręce polityków. Partie polityczne nie mogą angażować się w budowanie pomników. Zapotrzebowanie na taki stan rzeczy dowodziłby głębokiego upośledzenia tożsamości narodowej i głęboką ideologizację polityczną życia społecznego, odbierałby nadzieję na normalność opartą na wolności i dziedzictwie pokoleń. Sytuacja, w której normy etyczne i obyczajowe kreowane są przez partie polityczne, to zapowiedź końca naszej cywilizacji. Gdyby jeszcze partie z założenia kierowały się uznanym etosem… Na przykładzie naszego państwa jednoznacznie widać, że po upadku Korony, to nie władza ale wspólnota wiary i patriotyzmu Polaków ratowała naszą tożsamość. Oddawanie jej dzisiaj w ręce partii politycznych to wystawianie się na żer partykularnej gry interesów. To tak, jakbyśmy wrócili do głębokiej komuny, tylko kłamstwo reżymu byśmy zastąpili obłudą i brakiem odpowiedzialności.
Rozmawiał Michał Jasiński
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

