Uważam, że punktem wyjścia do dalszych prac mógłby być kompromisowy projekt ustawy o in vitro, przygotowany został przez Jarosława Gowina. Przy forsowaniu swojej koncepcji in vitro najbardziej aktywne jest środowisko lewicowe. W tej debacie nie pokazuje się czym naprawdę jest in vitro. Słychać głosy, że co to za różnica czy zapłodnienie będzie w łonie matki czy poza nim. Najważniejsze, że ma się urodzić dziecko. Nie akcentuje się, że niewykorzystane zarodki, czyli poczęte życie, trafią z zamrażarki na śmietnik.
Głos obrońców życia w debacie publicznej jest uporczywie przemilczany i sprowadzany do nieznajomości potrzeb społecznych. Lewa strona akcentuje to, że jest to kwestia medyczna nie etyczna. Uważają, że skoro mają rodzić się dzieci, to in vitro jest wielkim dobrodziejstwem, czemu zatem Kościół się temu sprzeciwia? Z drugiej strony słychać, że in vitro jest złe, ale brakuje rzeczowej argumentacji. Nie mówi się wystarczająco donosnym głosem o osiągnięciach naprotechnologii.
Środowiska katolickie nie przebijają się do wiadomości opinii publicznej ze zrozumiałym przekazem w wyniku tego są mało skuteczne w obronie życia. Skuteczność maleje wraz ze zbytnim radykalizmem. Z premedytacją nagłośnienie są głosy: koniec z aborcją, koniec z eutanazją, koniec z in vitro i koniec z Tuskiem. To ostatnie jest niepotrzebne bo od razu traktowane jest jako postulaty o charakterze politycznym z etykietą oszołoma. Rodzi to bezradność i niestety coraz liczniejsze grono nieudolnych naśladowców - mówi Żalek.
Not. JW

