Portal Fronda.pl udał się na Krakowskie Przedmieście, gdzie od rana zbierają się ludzie. Około 8.00 rano bez żadnego powiadomienia zabrano ustawiony przed Pałacem Prezydenckim krzyż, który upamiętniał ofiary tragedii smoleńskiej. Oto kilka głosów zebranych wśród obrońców krzyża.
Dariusz Wernicki, Społeczna Inicjatywa Obrońców Krzyża: Przyszło czterech mężczyzn, nie przedstawili się, z jakiej służby są, nie wiemy czy to był BOR, policja czy może straż miejska, zdemontowali i wynieśli krzyż. Było tu dokładnie dwanaście osób, kiedy przyszli. Był też misjonarz, który jest z nami od kilku dni i zaczęliśmy się modlić, bo co innego mogliśmy zrobić? To kolejny przykład arogancji władzy. Ci, którzy rządzą Polską, chcą eskalacji wydarzeń tutaj i są przeciwnikami pokoju. My chcemy tylko jednego – aby postawiono w tym miejscu pomnik, i żeby zachowano krzyż. A władza zabrała cichaczem krzyż i chce zmusić ludzi, żeby stąd odeszli, a ludzie nie odejdą. Ludzie przyjdą, będą domagali się, żeby oddali krzyż. Przyjadą tu ludzie z całej Polski, dziś o 20.00 spotkamy się tutaj na modlitwie. Jestem przekonany, że przywiozą kolejne krzyże w miejsce tego, który został nam zabrany. Pokojowo chcemy go odzyskać. I chcemy, żeby stanął tu pomnik. A pan prezydent i jego doradcy zaprezentowali prymitywizm polityczny.
Obrończyni krzyża: Dziś rano się dowiedzieliśmy, że nie ma krzyża i aż nie chciało nam się w to uwierzyć. Dlatego przyjechaliśmy tutaj, żeby zobaczyć to na własne oczy. Jest nam strasznie przykro - jeśli stracimy ten krzyż, to nie będzie Polski. Nie będzie Polski, jeśli nie będziemy o nią dbali. Musimy walczyć, bo krzyż od wieków był stawiany na pierwszym miejscu, jeśli to zaniedbamy, to stracimy naszą polskość. Trzeba walczyć, żeby przelana krew wielu ludzi nie poszła na marne. Przeniesienie krzyża do Smoleńska to najgorsza rzecz, jaką można wymyślić. Tam jest dość krzyży. Lech Kaczyński zginął podczas sprawowania urzędu prezydenta, a jego przeciwnicy tak go nienawidzą, że nie chcą, żebyśmy zachowali pamięć o nim. Liberałowie rządzą tak, aby nasza polskość zginęła.
Joanna Burzyńska, obrończyni krzyża: Wyrwano nam stąd krzyż! Wyrwano nam go! Zabrano go rano, kiedy ludzie po całej nocy czuwania byli już zmęczeni. Obrońców było bardzo niewielu, bo przepraszam, ile to już czasu trwa? Od ilu tygodni my tu trwamy bez względu na wszystko, bez względu na porę i pogodę? To ile my mamy mieć siły? Komunikat o zabraniu krzyża wystosowano już po jego zabraniu, to absurd. To kolejny zamach na naszą narodową polską pamięć. To kolejny zamach na te osoby, które zginęły 10 kwietnia. To jednocześnie zamach na każde serce, które po 10 kwietnia tu przychodziło. Te serca będą teraz krwawić. A setki tysięcy osób przychodziło w to miejsce, żeby oddać hołd. Zaczęła się wojna rozpoczęta od wywiadu pana Komorowskiego, a teraz zabrano krzyż i będzie kolejna wojna. My będziemy się tutaj dalej spotykać, bo ten krzyż wyrósł z naszego narodowego bólu. Prosimy o oddanie naszego symbolu. Jeśli krzyż tu nie wróci, to skutki tego wezmą na swoje barki i sumienia ci, którzy go zabrali.
Obrończyni krzyża: W Polsce zaczęły rządzić obce siły, nie polskie, którym zależy na tym, aby Polskę rozbić i zniszczyć wszystkie nasze narodowe wartości. Jeśli my nie mamy korzeni, to nie będzie narodowości. Władzy zależy, aby te wartości z nas wyplenić. Ja nie mówię, że krzyż ma nie być przeniesiony, ale z godnością i szacunkiem. A to, co zrobiono dziś, to działanie jak za czasów PRL. Biskup Pieronek mówił, żeby wyrzucić stąd krzyż, że są grupy terrorystyczne, aby problem rozwiać. Bazowali na tym, więc krzyż usunęli. Ja żyję w Polsce ubeckiej.
Obrończyni krzyża, teolog, pedagog: Ja tego po prostu nie rozumiem. Jeszcze wczoraj nie zanosiło się, żeby krzyż przeniesiono. Dlaczego władza posługuje się jakimś knuciem? Z drugiej strony, kuria mówi, że wiedziała o tym przeniesieniu, więc doświadczamy jakiejś dezinformacji. Jesteśmy tu traktowani jak jakiś margines społeczny. Nie wyobrażam sobie tego kompletnie, jak można po prostu przyjść, wziąć krzyż i go sobie przenieść według jakiegoś "widzi-mi-się". Nie rozumiemy tego, co się dzieje. Wczoraj ksiądz Małkowski dowiedział się, że ma zakaz przychodzenia do nas, ale abp Nycz nie spotkał się z nim bezpośrednio, aby go o tym poinformować. To jest jakieś bestialskie zastraszanie, on jest nam tu potrzebny. Jest z nami misjonarz z Afryki, spowiada, modli się, a gdzie są nasi księża?! Dlaczego nie wykorzystali tego miejsca do ewangelizacji? Dlaczego tu nie przyszli? Kościół narzeka, że boryka się z trudnościami, ale jest w rozsypce. Nie potrafi ewangelizować. Kościół zaniedbał obrońców krzyża, zaniedbał tę sytuację, nie przysłano tu nikogo, ani księży, ani mediatorów. Kościół ma obowiązek nie tylko ewangelizować, ale też odnaleźć się w tym kontekście patriotycznym.
Marta Brzezińska

