Na wstępie gratuluję sukcesu związanego z albumem „Boso”. To pewien fenomen, łączycie tradycyjne folkowe brzmienie z nowymi aranżacjami. Natomiast nie jest to lukrowany pop. Przy takiej muzyce udało się wam osiągnąć komercyjny sukces – to niecodzienne zjawisko. Co jest szczególnego w zespole Zakopower, że udało się osiągnąć właśnie ten sukces?

 

Sukces jest wypadkową tylu czynników, że trudno to jednoznacznie określić. Na pewno mieliśmy dużo szczęścia. Z pewnością jest ono potrzebne, aby ten sukces osiągnąć. Zdecydowanie spotkaliśmy fajnych, dobrych ludzi na swojej drodze, którzy nam pomogli. Bardzo ważne jest to, iż w tej muzyce, którą gramy tkwi prawda. To jest szczere. Wydaję mi się, iż po prostu jesteśmy autentyczni. To stąd bierze się akceptacja słuchaczy. Ludzie w tym skomercjalizowanym świecie potrzebują takich prawdziwych wartości - szczerości. Myślę, że stąd sukces tej płyty.

 

Młodym z zasady wciska się muzyczną papkę… ciężko tam o autentyczność. Ciężko tam o prawdę.

 

No właśnie taki jest ten świat. Skomercjalizowany, często zwariowany, z wieloma zaletami, ale wieloma patologiami. Oczywiście wiele jest symptomów, pokazującą że z polską muzyką nie jest najlepiej. Z drugiej strony są przesłanki, że to się będzie zmieniało. Jak spojrzymy jakie zespoły sprzedały w zeszłym roku najwięcej płyt to są to: „Kult” i „Raz, Dwa, Trzy” - czyli fajna muzyka, na bardzo dobrym poziomie. Nie jakieś lukrowane zespoły. Są to kapele, które mają coś do przekazania ludziom i skoro oni kupują ich płyty to znaczy, że są głodni poważnego, konkretnego przekazu oraz dobrego brzmienia. Teksty na naszej płycie są dosyć głębokie i mocno refleksyjne, pomimo to nie przeszkodziło w tym aby płyta mogła się spodobać słuchaczom. Ludzie ją kupują. Dla nas, dla muzyków, jest to dobry znak.

 

Nie wstydzicie się na płycie mówić o Bogu. Jak ważny jest Wszechmogący dla samych Górali i zespołu Zakopower?

 

Podhale jest mocno wierzące. W zasadzie to nie znam Górala, który byłby niewierzący. Wiadomo, ludzie chodzą do kościoła a potem mogą robić różne rzeczy. Natomiast tak jest wszędzie. Ja zostałem wychowany w takim duchu. Moja kochana babcia ciągnęła mnie na Roraty do kościoła, na 7 rano. I byliśmy zawsze mocno związani z Kościołem. To słychać w naszej muzyce. Ja uważam, że to są wartości niezbędne dla zdrowego życia każdego człowieka. Trzeba mieć gdzie skierować swoje prośby. Trzeba w coś wierzyć - mieć nadzieję, a Pan Bóg właśnie nam ją daje. Oczywiście są ludzie, którzy nie wierzą w Boga, gdyż każdy z nas sam o tym decyduje, co wybiera we własnym sumieniu. Natomiast dla nas to są rzeczy bardzo istotne. Dlatego o nich śpiewamy.

/

 

Ważną dla was wartością jest rodzina. Życie muzyka to ciągłe trasy i koncerty, a to wiążę się z rozłąką. Jak to pogodzić?

 

Ja jeszcze własnej rodziny nie założyłem, ale moi wszyscy koledzy z zespołu mają żony i dzieci. Jakoś to godzą, wszelako nie jest łatwo, ponieważ dużo rzeczy jest zaniedbanych. W tej chwili jeździmy sporo i w domach nas po prostu nie ma. Jak już trafiają do domu to oczywiście starają się te zaległości nadrobić. Wtedy tak naprawdę doceniasz taką ważną wartość, jak rodzina. Wiele osób, które ma ją na co dzień, bawi się z dziećmi, całuje żonę, traktuje to jako oczywiste i tego skarbu może nie docenić. Trochę to popada w rutynę. Oczywiście w karierze muzyka jest to pewne prawo wyrzeczeń. Kobiety, które wychodziły za moich kolegów z zespołu miały świadomość jaki zawód wykonują. Oczywiście nie jest łatwo i martwią się o nas, natomiast nie wydaję mi się byśmy się źle prowadzili (śmiech). Życie muzyka wiąże się z podróżowaniem, to nierozłączne. Na pewno dla dzieci nie jest to łatwe, ale cóż poradzić? Każdy z kolegów kocha swoje dzieci nad życie i gdy się spotykają starają się dać im to do zrozumienia. Rodzina to jest baza. Tam ładujemy akumulatory. Przed każdym wyjazdem, wojażami, nie wyobrażam sobie abyśmy nie spędzili z nimi czasu. To wielka wartość. I przecież nie tylko dla muzyka (śmiech). Dla każdego. To Adam Małysz bardzo ładnie o tym mówił, że gdyby nie rodzina to on by nie osiągnął sukcesu. To było jego wsparcie, w rodzinnym domu mógł zregenerować siły tak po zwycięstwach, jak i po porażkach. To prawda.

 

W ostatnich kilku miesiącach mieliśmy sporo historycznych rocznic, bardzo ważnych dla Polski. 1 września – rocznica ataku III Rzeszy i zarazem wybuchu II wojny światowej, 17 września – rocznica ataku Sowietów. Jeszcze wcześniej, 1 sierpnia - wybuch Powstania Warszawskiego. Czy interesujesz się historią, czy jest to dla Ciebie ważne?

 

Każdy powinien się nią interesować, gdyż to czyni nas Polakami. Mamy dług wdzięczności wobec naszych przodków, którzy walczyli o wolność i chociaż na elementarnym poziomie powinniśmy znać ich historię. Nie wyobrażam sobie innej sytuacji. Wszystkie rocznice, które wymieniłeś są bardzo ważne. Nasza historia do tego jest piękna, pełna właśnie wolnościowych zrywów. Przywiązujemy do tej walki o niepodległość wielką wagę, a górale w szczególny sposób zawsze na poważnie traktowali wolność - byli zawsze wolnymi ludźmi. Nie przesadzę, jeśli stwierdzę, że wolność cenimy ponad wszystko. Pewnie ukształtował to w nas również krajobraz, w którym Bóg nas postawił. Również względy historyczne miały tutaj wielką wagę. Byliśmy taką enklawę, że nawet za zaborów było u nas więcej… powietrza. W niewolonym kraju, odrobinkę więcej wolności – a to w ludziach zostaje na zawsze. Ludzie tam przyjeżdżali aby odetchnąć, aby poczuć Polskę. Są to absolutne dla mnie ważne daty, dla moich kolegów z zespołu również.

 

Wspomniałeś o górach jako bardzo ważnym tle dla poczucia wolności…

 

Tak. Ale trudno to jakoś racjonalnie określić. Czemu w górach jest taka wolność? Czy akurat w mieście jej nie ma? Trzeba pojechać i sprawdzić to na własnej skórze. To jest w pewnym sensie metafizyka tego krajobrazu. Ciężko to określić w słowach. Oczywiście człowiek przyzwyczaja się do różnych miejsc. Jest emocjonalnie związany z domem, w którym się urodził – wychował. Możesz mieszkać całe życie w bloku i to jest twoje naturalne środowisko. Mnie akurat ukształtowało Podhale. Bliżej mi do przestrzeni, bliżej do Zakopanego. Lubię jak wychodzę przed dom, mam las, nie jestem ograniczony budynkami, nie jeżdżą mi samochody. Gdy jestem w mieście zaczynam za tym tęsknić. Z kolei jak jestem tam za długo to powoli zaczyna mnie to nużyć (śmiech). Jest za spokojnie. Człowiek już ma taką naturę, że w pełni nie będzie zadowolony. Zawsze chce czegoś innego, niż ma - to go często gubi. Trzeba podchodzić do tego ze zdrowym rozsądkiem i to życie sobie układać w normalny sposób. Dawkować wrażenia (śmiech). Wszystko musi być w odpowiednich proporcjach, aby to miało sens.

/

 

A w rodzinie miałeś uczestników historycznych walk?

 

Mój pradziadek walczył w okopach pierwszej wojny światowej. Był taki czas, że po walkach długo nie wracał do domu. Wiadomo, było tyle ofiar, że sama rodzina już po woli traciła wiarę czy przeżył. W końcu powrócił do domu i okazało się, że leżał w szpitalu przez… Iperyt (gaz musztardowy używany podczas wojny – red.). Stracił wzrok na jakiś czas. Na szczęście udało mu się z tego wyjść. Z resztą żyjemy w takim kraju, że w każdej rodzinie ktoś był na wojnie i walczył. To bardzo ważne abyśmy o tym nie zapominali.

 

Uczestniczysz w różnych inicjatywach. Np.: aby ochronić Tatry. Skąd pomysł, aby zaktywizować się w takich przedsięwzięciach?

 

To jest dla nas bardzo ważne dziedzictwo. I natura i nasza tradycja muzyczna. Człowiek jest w ogóle mocno związany z przyrodą – zatrzymam się na moment na inicjatywie ochrony Tatr (lider Zakopower udziela się w wielu przedsięwzięciach – red.). To natura daje nam odpoczynek, jeśli to wszystko zadepczemy i zdewastujemy to również zniszczymy samych siebie. Będziemy skazani na klęskę, będziemy nieszczęśliwi. Czy tego chcemy? Uświadamianie ludzi w tej kwestii ma bardzo duże znaczenie, dlatego przyłączyłem się do tej akcji. Mamy tak wielkie bogactwo, że nie wolno nam tego zaprzepaścić. Świetnym przykładem tutaj są Mazury, które startują w prestiżowym konkursie na Cud Świata organizowanym przez New Seven Wonders. To ważne i dla regionu i dla całej Polski. A jeszcze wracając do Tatr, to odwiedza je bardzo dużo ludzi – z czego się cieszę, natomiast ważne jest aby potrafić się zachować. Aby uszanować naturę.

 

Zaangażowałeś się również w ochronę i upamiętnienie dziedzictwa wielkiego polskiego kompozytora, jakim był Fryderyk Chopin…

 

Chopin czerpał przede wszystkim z polskiej kultury ludowej. Na tym się opierał. To świadczy o tym, że ta spuścizna kulturowa którą mamy w Polsce jest bogata, unikatowa – jest nasza. I to nas właśnie odróżnia od reszty Europy i Świata. Dlatego powinniśmy zwracać na to wielką uwagę. Stąd mój udział w takiej inicjatywie. W ogóle nie możemy się wstydzić naszego dziedzictwa. Choćby takie kierpce, czy ciupaga, gwary, muzyka ludowa – przecież to jest element kulturowy. Mamy wręcz obowiązek to eksponować na każdym kroku, przypominać o tym. Ubolewam z resztą nad tym, że komercyjne rozgłośnie radiowe, generalnie media – zalewają nas często taką anglosaską papką. To nie oto przecież chodzi. Dlatego cieszę się tym bardziej, że taki zespół jak Zakopower może odnieść sukces. My o takich wartościach po prostu pamiętamy, a skoro ludzie nas akceptują na scenie – to chyba znaczy, iż to również dla nich ważne. To daje takie światełko i nadzieję, że coraz większą wagę będziemy przywiązywać do tego co mamy tutaj – do polskości. Życzyłbym sobie aby dla nas wszystkich to było najważniejsze.

 

A co sądzisz o tym, jak ktoś głosi tezy, iż tradycja w zasadzie nie jest potrzebna. To taki anachronizm, który należy czym prędzej odrzucić i zostać „nowoczesnym człowiekiem”?

 

To jest bzdura. To jeden krok do samounicestwienia. To jakby wyciąć drzewo z korzeniami. Nie ma narodu bez kultury, bez dziedzictwa, bez historii. To kształtuje naród, nadaje mu osobowość, wyróżnia od innych. Jak się tego pozbędziemy to czeka nas nijakość. Będziemy przezroczyści, tacy jak wszystko wkoło. Absolutnie to jest myślenie w złą stronę.

 

Jeśli chodzi o niewstydzenie się np.: ciupagi to nie jest z tym tak źle. Czasem przybiera to „ciekawe” formy. Ostatnio będąc nad morzem widziałem, że nawet tam się na kramikach je sprzedaje.

 

(Śmiech). Wiadomo, ludzie imają się różnych sposobów aby zarobić pieniądze. No ale po to jest właśnie wiedza – warto sobie poczytać o historii regionu, aby mieć świadomość, iż jest to akurat związane z południem Polski. A na północy również mają swoją piękną tradycję, ale akurat nie… ciupagę. Z resztą wydaję mi się, iż ludzie patrzą na to z przymrużeniem oka. Człowiek światły potrafi rozgraniczyć, gdzie jest zwykłe zarabianie kasy, a gdzie kultywowanie tradycji.

 

Jesteś jednym z autorów tekstów na płycie. Skąd czerpiesz inspiracje? Część tekstów jest pisane po góralsku, a część nie – skąd taka koncepcja?

 

Zależało mi, aby ta gwara się pojawiła. To jest takie podkreślenie, że jesteśmy góralami i skąd pochodzimy. A inspiracje pojawiają się z życia. Ta płyta powstawała w wyjątkowym czasie. Wydarzyła się wielka tragedia narodowa. Teksty na płytę były pisane po katastrofie pod Smoleńskiem. Kiedy wszyscy na chwilę się zatrzymali, kiedy to wszystko tąpnęło – ludzie zaczęli się zastanawiać jak to mogło mieć miejsce? Pan Prezydent, przecież znaliśmy go jako Głowę Państwa, kogoś nietykalnego. Ciężko było uwierzyć, iż to się stało naprawdę. To oni, elita – a zginęli. Wywołało to w nas bardzo silne emocje. Stąd tyle refleksji, tyle przemyśleń i to było ponad nami. Oddaliśmy to na płycie.

/

 

To ważne przesłanie. Natomiast tak jak po śmierci Papieża, zjednoczyliśmy się na moment, by potem gdzieś to wszystko pogubić…

 

Tak, ale tak już z ludźmi jest. Ciężko wytrwać w jednym stanie przez długi czas. Natomiast takie chwile, momenty, w których się jednoczymy pokazują w nas pokłady najlepszych cech. Ważna jest ta chwila. Oczywiście może to potrwać miesiąc, czy dwa – ale nawet przez ten krótki okres poznajemy swoją szlachetność. Jesteśmy razem. W tej ogromnej tragedii, to jest właśnie tym pozytywem, iż jesteśmy w stanie zdać ten egzamin w chwili próby. Jakby w ogóle takie zjednoczenie nie nastąpiło, to by było bardzo złe. Przy tak wielkiej tragedii, to spotęgowałoby sytuację na jeszcze gorszą. To, że Polacy złapali się za ręce i byli razem – to bardzo ważne. W takich chwilach należy oddać hołd i pochylić głowę, ale nie z osobna – razem, z całym narodem.

 

W muzycznym mainstreamie nie ma jakiejś wielkiej mody na granie w kościołach – a Wy akurat tam występujecie. Również przed Świętami Bożego Narodzenia, gracie kolędy. Dla was, jako muzyków to na pewno bardzo wyjątkowe granie…

 

Przygotowaliśmy materiał kolędowy dla stacji telewizyjnej. Z czego jestem bardzo zadowolony, bo dotarł on dzięki temu do dużej liczby ludzi. Idealnym miejscem do śpiewania kolęd jest stół wigilijny, natomiast jeszcze lepszym jest kościół. Można pośpiewać, po świętować ten szczególny czas w większej wspólnocie. Dla mnie to jest naturalne – kolędy gram w kościele. . To jest inna przestrzeń. Nie do porównania z klubem. Naprawdę nie da się tych rzeczy porównać. Przede wszystkim repertuar jest inny - kolędowy, a zatem bardziej nastrojowy. W większości są to piękne kompozycje z tekstami, które każdy kocha i zna od dziecka.

 

Jaki jest odbiór płyty wśród publiczności, na koncertach?

 

Oczywiście najbardziej żywiołowo ludzie reagują na utwór „Boso”. To najlepiej znają. Z resztą pomocne są przy tym rozgłośnie radiowe, które nie rzadko puszczają nasz singiel (śmiech). Z jednej strony odbiorcy są zainteresowani tym co mamy do przekazania, słuchają nas uważnie, z drugiej natomiast dobrze się przy tym bawią. Jesteśmy z tego bardzo zadowoleni.

 

Jest jakiś szczególny utwór na płycie, z którego jesteś zadowolony? Może jeden z nich daje akurat jakąś szczególną siłę na koncercie?

 

Jeżeli chodzi o nową płytą to w sumie ciężko powiedzieć. Jeszcze nie udało nam się zagrać na koncercie wszystkich numerów. Wszystko przed nami. Oczywiście zawsze wrzucamy dodatkowy utwór do repertuaru, aby zaskoczyć czymś fanów i nie grać sztampowo. Generalnie trzeba pamiętać, że ta płyta to pewna całość. Nie chcę wyszczególniać jakiegoś konkretnego utworu, bo innym będzie smutno (śmiech). A tak na poważnie, każda z tych piosenek ma swoją historię, wiążą się z nią pewne emocje – jestem z nich zadowolony jako z pełnego konceptu. A na koncertach lubię grać każdy utwór.

 

Jakie zespół Zakopower ma plany ?

 

Ruszamy w trasę po całej Polsce. Zagramy ponad 20 koncertów w różnych miastach. Będziemy promować naszą płytę. Będziemy spotykać się z ludźmi, grać, dawać koncerty – czyli zajmiemy się tym co po prostu kochamy.

 

Dzięki wielkie za wywiad

 

Również dziękuję

 

Rozmawiał Michał Bruszewski

/