- To nie są pierwsze informacje o stosowaniu pornografii w klinikach zapłodnienia in vitro – podkreśla Manning. – Tym, co zaskakuje najbardziej jest fakt, że jedynym problemem, jaki się dostrzega, jest wydawanie pieniędzy podatników na pornografię. Nie zwraca się natomiast uwagi na upokorzenie pracowników, którzy skazani są na kontakt z pornografią w miejscu pracy; na wspieranie niezdrowego stosunku do płci przeciwnej, na rozpowszechnianie „cudzołóstwa w myśli”, czy na uzależniający charakter pornografii. Czy sektor publiczny nie dostrzega w tym wszystkim sprzeczności z wyznawanymi przez siebie wartościami? Sektor publiczny powinien stać się głównym i inspirującym innych przykładem zdrowego i bezpiecznego środowiska, które chroni godność zarówno mężczyzn, jak i kobiet – podkreśliła Manning.
Jej opinii nie podzielają jednak szefowie klinik zapłodnienia in vitro. Pomysł, by władze zakazały pornografii w klinikach in vitro, wyśmiewa dr Alan Thornhill z London Bridge Fertility, Gynaecology and Genetics Centre. Jego zdaniem pornografia jest niewielką, ale istotną częścią biznesu prokreacyjnego, a personel pracujący w takich klinikach jest tego świadom. Odpowiadając zaś na zarzut niegodnego wykorzystywania pieniędzy podatników lekarz odpowiada, że skoro brytyjscy żołnierze służący na misjach zaopatrywani są w bezpłatną pornografią, to dlaczego z podobnych możliwości nie miałyby skorzystać także kliniki.
TPT/BioEdge.org
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

