"Kierując się dobrem Kościoła, Zgromadzenia i wszystkich współbraci, przełożeni decydują o charakterze pracy każdego z zakonników, kierunkach apostolatu, kontaktach z osobami spoza Zgromadzenia itd." - przypomina w liście prowincjał. Pisze, że "zgodnie z tymi zasadami, jasno określonymi w Kodeksie Prawa Kanonicznego i naszych mariańskich Konstytucjach, jako ordynariusz ks. Adama Bonieckiego MIC, podjąłem decyzję o ograniczeniu jego medialnej działalności do „Tygodnika Powszechnego” i tę decyzję podtrzymuję"- czytamy w liście.  „Marianie, tak jak wszyscy zakonnicy, składają we wspólnocie trzy śluby: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa, według Konstytucji Zgromadzenia. Jako ludzie świadomi i wolni, przekonani o Bożym wezwaniu, składamy Bogu śluby na zawsze, aby w zjednoczeniu z Bogiem, radykalnie pełnić już tylko Jego wolę. Życie ślubami i charyzmatem Zgromadzenia we wspólnocie braterskiej jest pierwszą formą apostolatu i ma nas prowadzić do miłości Boga ponad wszystko, i ludzi, ze względu na Boga”- zaznacza prowincjał.

 

 Zakonnik pisze również, że nie ujawni uzasadnienia decyzji: " Ze względu na dobro osób zakonnych i szacunek wobec nich, uzasadnienie decyzji personalnych przełożony prowincjalny musi przedstawić jedynie wobec przełożonego generalnego lub odpowiedniej Kongregacji w Watykanie, jeśli zostanie przez nich o to poproszony. Służące w Kościele i dla Kościoła Zgromadzenie Księży Marianów, podobnie jak Państwa domy, wspólnoty, redakcje, firmy i instytucje, cieszy się właściwą sobie autonomią. Próby zmuszenia zakonników do rezygnacji z niej, lub do wypowiadania się publicznie o sobie nawzajem, są sprzeczne z zasadami wolności, tolerancji i wzajemnego szacunku.

 

Piotr Mucharski, redaktor naczelny "Tygodnika Powszechnego" odpowiada prowincjałowi, że zdaniem "Tygodnika" decyzja o ograniczeniu wystąpień ks. Adama Bonieckiego jest bezpodstawna. "Nadal uważamy, że zaszkodziła Kościołowi, a marianów naraziła na spekulacje, że ulegli naciskom" - czytamy w odpowiedzi na list. Jak pisze Mucharski "faktyczna odmowa dialogu i tłumaczenie przez brak tłumaczenia wizerunku Kościoła nie poprawiają".  Zdaniem redaktora naczelnego "Tygodnika Powszechnego" w liście prowincjała "próżno szukać wielkoduszności i zrozumienia dla tych, których jego decyzja zaskoczyła bądź oburzyła".

 

Ł.A/gosc.pl/Interia.pl