W ostatnim numerze „Gościa Niedzielnego” możemy przeczytać obszerny artykuł na temat powstającej właśnie pierwszej karcianej „Gry Małżeńskiej”. W dużej mierze do jej stworzenia posłużyły materiały przekazane przez o. Ksawerego Knotza, które zakonnik zebrał podczas pracy z małżeństwami.
Gra zawiera 160 kart dla żony i tyle samo dla męża. 50 kart dotyczy relacji, 40 sfery seksualnej, 20 kart mówi o relacji z dziećmi, po 20 o pracy i o pozytywach w małżeństwie lub we współmałżonku, 10 o relacji z teściami. Każdy z małżonków ma możliwość wybrania maksymalnie trzech kart z dowolnej kategorii oraz dwóch kart z kategorii pozytywy. Jak podkreśla Jakub Kołodziej (obok żony Agnieszki twórca gry), to niezwykle ważne, by rozmowę zaczynać i kończyć od zauważenia pozytywnych aspektów, bo to zabezpiecza przed kłótniami.
Jest także tzw. Karta głosu, która daje osobie prawo wypowiedzenia wszystkiego, co ma ona na myśli do końca. Druga strona nie ma prawa jej przerywać, a jeśli to zrobi, musi ponieść konsekwencje. Małżonkowie po wyborze kategorii, a z niej maksymalnie trzech kart, które odpowiadają ich odczuciom, układają zakryte karty przed sobą od najmniej ważnych do najważniejszych. Osoba, która ma „Kartę głosu”, zaczyna grę – czytamy w „GN”.
Wydawać by się mogło, że reguły rządzące grą są strasznie banalne i oczywiste. Czy faktycznie jest ona potrzebna małżonkom, żeby zaczęli ze sobą rozmawiać? - o to portal Fronda.pl zapytał o. Ksawerego Knotza OFM Cap.
Marta Brzezińska: Przekazane przez Ojca materiały zebrane podczas pracy z małżeństwami posłużyły do stworzenia karcianej „Gry Małżeńskiej”. Czytałam artykuł na ten temat i szczerze mówiąc, zastanawiam się, czy taka gra jest rzeczywiście potrzebna. Przecież rządzi się ona regułami, które stosujemy w codziennym życiu, np. nieprzerywanie, kiedy druga osoba mówi. Co więcej, gra ma zachęcać małżonków do rozmowy – przecież to straszny banał.
O. Ksawery Knotz OFM Cap: Oczywiście, że jest potrzebna! Trzeba w nią pograć i zobaczyć, co w niej jest. A są to tematy, które małżonkowie po prostu muszą między sobą omawiać, ważne dla nich, jak np. wychowanie dzieci, relacja do teściów, życie seksualne. Każda pomoc w tym względzie jest dobra. Można by też powiedzieć, że nie potrzebni są psychologowie, bo przecież małżonkowie mogą o swoich problemach sami porozmawiać. . Gra to forma pomocy, by dobrze sformułować pytania, nauczyć się wzajemnie słuchać, nie przerywać sobie. Jest w niej bardzo wiele ciekawych tematów, które pomagają wywołać spychane pod dywan problemy, z których istnienia można sobie nawet czasem nie zdawać sprawy. Gra pomaga nawiązać relację, powiedzieć sobie coś, o czym może trudno mówić. Przy okazji rozmowy można się także bawić.
Czytałam artykuł na temat zasad „Gry Małżeńskiej” i one wydają się dość oczywiste – jak na przykład nieprzerywanie kiedy druga osoba mówi.
Nie do końca są takie oczywiste, a co więcej – często się ich nie przestrzega. Ludzie sobie przerywają, denerwują, nie chcą słuchać do końca. Ta gra porządkuje takie zachowania i pomaga tej stronie, która mówi wypowiedzieć się do końca.
Czyli Ojciec grę poleca?
Gra była testowana przez wiele małżeństw, które bardzo ją sobie chwalą. Testowali ją także terapeuci, którzy uznali ją za pomocną w nawiązaniu relacji między ludźmi. Ważne, że taka gra powstała. Jeśli ktoś nie potrzebuje takich gier, to nie musi jej kupować.
Uprzedził Ojciec nieco moje pytanie, bo chciałam się dowiedzieć, czy gra jest polecana tylko tym, którzy nie potrafią ze sobą rozmawiać, czy także tym, którzy nie mają z tym wielkich problemów?
Tu nie chodzi tylko o problemy! Nie trzeba patrzeć na wszystko tak negatywnie. Rozmowa jest normalną dziedziną naszego życia, a małżeństwo potrzebuje rozmowy, ale też ludzi trzeba nauczyć ze sobą rozmawiać. Tego trzeba nauczyć właściwie każdego człowieka! Rozmowy z szacunkiem, kulturą, stawiania konstruktywnych pytań, słuchania odpowiedzi.
Rozmawiała Marta Brzezińska
