Ministerstwo Finansów przedstawiło już swój projekt „reformy finansów”, a także leczenia dziury budżetowej. Ma nim być oczywiście - jakże typowe dla deklarującej się jako liberalna Platformy Obywatelskiej - podwyższenie podatków. Chadecki i konserwatywny komponent PO widać zaś w tym, że platformersi chcą obłożyć największymi obciążeniami rodziny, w tym rodziny wielodzietne, odbierając im z trudem uzyskane ulgi.

I nie jest to przesada. Jak nieoficjalnie dowiedział się PAP, metodą na zmniejszanie deficytu ma być likwidacja lub ograniczenie ulgi prorodzinnej, w sytuacji, gdyby dług publiczny przekroczył poziom 55 proc. PKB. Projekt zakłada także wprowadzenie mechanizmu kolejnych podwyżek VAT (oprócz planowanej podwyżki w 2010 roku), gdyby dług przekroczył 55 proc. PKB.

Co będą oznaczały takie decyzje, jeśli rzeczywiście zostaną wprowadzone? Odpowiedź jest dość oczywista. Otóż mniej więcej tyle, że w PO nie ma już ani realnych liberałów, ani konserwatystów (a przynajmniej się nie ujawniają w głosowaniach). Nie ma w niej także ludzi, którzy myślą i działają w perspektywie dłuższej niż kilkumiesięczna. Dlaczego? Otóż podnoszenie VAT-u, o czym wielokrotnie pisałem, najbardziej uderza w rodziny wielodzietne. To one poniosą najwyższe (relatywnie do własnych dochodów, ale i uczestnictwa w budowaniu przyszłości Polski) koszty rządów Tuska. Odebranie im zaś ulg jest jasnym sygnałem pokazującym, że rząd nie docenia wysiłków rodziny i małżonków.

Trudno też nie dostrzec, że jest to polityka niesłychanie krótkowzroczna. W sytuacji, gdy system emerytalny zmierza ku nieuchronnej katastrofie, a procesy demograficzne sprawiają, że za kilkanaście lat nie będzie miał nie tylko kto pracować, ale nawet kto zajmować się obecnymi podatnikami, stałe podwyższanie obciążeń ciążących na rodzinach i odbieranie im nielicznych ulg – jest polityką samobójczą. Jednak nie dla partii, ta bowiem otoczona jest ścisłą opieką medialną, ale dla Polski i Polaków. W takich warunkach coraz trudniej decydować się na dzieci. A jeśli państwo daje jeszcze jednoznaczny sygnał, że wielodzietność czy choćby dzietność to dla niej nie jest wartość, że można być za nie podatkowo „karanym”, to tylko „Boży szaleńcy” decydować się mogą na liczne potomstwo. Potomstwo, które jako jedyne może uratować system ubezpieczeń, emerytur i zapewnić przyszłość naszemu państwu.

Tomasz P. Terlikowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »