28-letnia kobieta, które nazwisko nie zostało podane do wiadomości publicznej, urodziła dwójkę dzieci. Jedno z nich ma obecnie 10, a drugie osiem lat. Kolejne ciąż jednak miała ukrywać przed wszystkimi, także przed własnym mężem, a dzieci z nich urodzone mordowała i porzucała ich zwłoki. Pierwszą dwójkę wyrzuciła niespełna osiem kilometrów od domu. Trójkę kolejnych urodziła w lesie, ale przechowywała ich zwłoki w paczkach w piwnicy swojego domu.
- Pytana o przyczyny odpowiadałą, że żyli na pewnym poziomie, było dla niej jasne, że mąż nie chce mieć więcej dzieci i obawiała się, że kolejne dziecko może obniżyć standard ich życia– opowiada o przyczynach zabójstw prokuratorka Ulrike Stahlmann-Liebelt. Trudno nie dostrzec, że takie argumenty żywcem wyjęte są z tekstu Alberto Giubiliniego i Francesci Minevry, którzy uznają, że wyraźny spadek jakości życia małżonków może być powodem do aborcji pourodzeniowej (którą właśnie owa pani wykonała). Nie sposób też nie dostrzec, że argument z „poziomu życia” jest często stosowany także dla usprawiedliwiania aborcji.
Pani z Niemiec jest zatem pilną uczennicą utylitarystów i aborcjonistów, której nie mogą się oni wyprzeć. Jej życie, jej decyzje są prostym wyciągnięciem wniosków z ich nauczania i opinii.

