04.04.17, 12:00

Zabił 1200 dzieci. Zginęła mu córeczka i nawrócił się

Anthony Levatino zabił 1200 dzieci. Nawrócił się dopiero, gdy sam stracił 6-letnią córkę potrąconą przez samochód. Poznajcie niesamowitę historię masowej zbrodni, tragedii i nawrócenia.

"Zacząłem robić aborcje w 1977 roku w stanie Nowy Jork [...]. W ciągu pięciu lad przeprowadziłem 1200 aborcji, w tym 100 w trzecim i trymestrze" - zaczyna swoją historię nawrócony aborcjonista, Anthony Levatino.

Jak mówi Levatino, wykonywał między innymi późne aborcje, w których do łona matki wstrzykuje się truciznę. Dziecko - niekiedy na tyle duże, że może już nawet odczuwać ból - jest nie tylko zatruwane, ale wręcz spalane od wewnątrz chemiczną mieszanką. "To straszliwe aborcje. Widzi się, jak rodzi się całe, nienaruszone dziecko, czasami jeszcze żywe. To naprawdę przerażające" - mówi dziś o tej praktyce Levatino.

Aborcjonista dokonywał także aborcji mechanicznych, w których dzieci po prostu rozrywa się na kawałki. "Odrywa się ręce i nogi dziecka i kładzie na tacy na stole. Dzieci nigdy nie rodzą się po tym żywe" - wyjaśnia były aborcjonista.

Jak mówi, w trakcie swojej pracy jako morderca nienarodzonych, wraz z żoną adoptował dziewczynkę. Dziecko rozwijało się dobrze, ale tuż przed swoimi szóstymi urodzinami zostało przed domem potrącone przez samochód. Zmarło w ramionach rodziców w karetce pogotowia.

"Gdy traci się dziecko, wszystko staje się inne. Wszystko się zmienia. Nagle idea życia osoby staje się bardzo realna. To już nie jest kurs embriologii. To nie jest kilkaset dolarów. To rzeczywistość. To twoje dziecko, które grzebiesz na cmentarzu [...]. Nie mogłem już nawet myśleć o aborcjach, w których rozrywa się dziecko. W ogóle. Przestałem wykonywać aborcje w trzecim trymestrze. Wkrótce zroozumiałem, że jeżeli nie powinienem zabijać dzieci w trzecim trymestrze, nie powinienem zabijać ich także wcześniej" - opowiada Levatino.

"Zaangażowałem się w ruch pro-life i to pomogło mi się uleczyć, znaleźć przebaczenie. Jak można jednak wynagrodzić życie 1200 dzieci? Nie można" - ubolewa były aborcjonista.

"Jako aborcjonista byłem w epicentrum pożaru. Odkąd przestałem przeprowadzać aborcje i zaangażowałem się w wysiłki ruchu pro-life, widzę, jak aborcja dotyka wszystkich powiązanych z dzieckiem, które umiera. Żałuję, że wykonywałem aborcje" - kończy Levatino.

kk/lifesitenews