Doktor Tiller był jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci w Stanach Zjednoczonych. Wszystko przez to, że jako jeden z niewielu lekarzy wykonywał „późne aborcje”, czyli zabijał już rozwinięte, ale jeszcze nie narodzone dzieci - w drugim i trzecim trymestrze ciąży.
W ubiegłym miesiącu po trzydniowym procesie Tiller został uwolniony od zarzutów związanych z jego praktyką. Jednak Kansas State Board of Healing Arts wniosło kolejnych 11 oskarżeń.
Oskarżenia związane są z wykonywaniem aborcji na dzieciach, zdolnych do przeżycia poza łonem matki, bez odpowiedniej dokumentacji medycznej (wskazanie na konieczność aborcji pochodzące od lekarza niezwiązanego z Tillerem finansowo ani prawnie), a także ze względu na nieprofesjonalne i przynoszące ujmę profesji praktyki. Jednym z zarzutów jest też zaangażowanie w praktykę szkodzącą społeczeństwu.
Nie wiadomo, kto zabił 67–letniego doktora. Świadkowie mówią, że byli to dwaj mężczyźni w wieku ok. 50 – 60 lat.
Działacze pro-life demonstrowali przeciw zbrodniczym praktykom Tillera, ale jednozancznie potępiają każdy zamach na aborcjonistę. Człowiek może być obrońcą życia, ale nie jest jego panem.
Jim Hughes, prezes Canada’s Campaign Life Coalition i vice prezydent International Right to Life komentuje zabójstwo Tillera. - Przemoc nie tylko nie przyczynia się do sprawy działań na rzecz ochrony życia. Jest też sprzeczna z tym, co rozumiemy przez frazę: pro-life". My, członkowie ruchu na rzecz obrony życia nie chcemy śmierci aborcjonistów, chcemy ich nawrócenia - powiedział Hughes.
MM/BB/Kontakt/LifeSiteNews/PAP
Zobacz także:
Blog Tomasza Terliowskiego: Zwycięstwo zła
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

