Sierpień to miesiąc, który sprzyja rekonstrukcjom historycznym. Trudno się temu dziwić, skoro 1 sierpnia obchodzimy rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Jakichkolwiek uczuć nie wywoływałyby takie akcje, to ich organizatorom i uczestnikom należy się szacunek. Każdy bowiem ma prawo do takiego, a nie innego kultywowania ważnych dla niego wydarzeń, jeśli w oczywisty sposób nie obraża to czyichś uczuć albo narusza granice dobrego smaku.
„Gazeta Wyborcza” zdaje się kompletnie tego nie rozumieć. Najpierw nie spodobała jej się organizowana na wrocławskim Rynku rekonstrukcja wybuchu Powstania. Przez kilka godzin z okna redakcji lokalnej „Wyborczej” zwisał transparent „Nie zgadzam się, by strzelano na polskich ulicach”.
Nie dalej niż wczoraj rekonstruktorów historycznych wydarzeń zaatakował Seweryn Blumsztajn tekstem „Między pustą zabawą a nachalnością kombatanctwa” zamieszczonym w „Kulturze liberalnej”.
- Jestem nieprzejednanym wrogiem rekonstrukcji historycznych, które w okresie letnim mamy okazję obserwować prawie codziennie. Mają one, zdaniem organizatorów, wzbudzać żywe zainteresowanie i przybliżać młodzieży historię. Dla mnie te uzasadnienia brzmią absurdalnie, a same rekonstrukcje uważam za kompletne szmiry – pisze ostro publicysta.
Oczywiście jego atak wymierzony jest przede wszystkim w rekonstrukcje wydarzeń związanych z Powstaniem Warszawskim. - Kiedy w słoneczne przedpołudnie na początku sierpnia widzę, jak młodzi ludzie łażą w panterkach po Starym Mieście, przylepiając przypadkowo spotkanym japońskim turystom opaski z Polską Walczącą – to jest to dla mnie ośmieszające, oburza mnie i irytuje – wyznaje Blumsztajn.
Publicysta po raz kolejny podnosi argument upraszczania historii, który przejawia się brakiem dyskusji na temat sensu podjęcia decyzji o wybuchu Powstania. Rozumiem, że ocena moralna decyzji „Bora” Komorowskiego może budzić mnóstwo wątpliwości, że będziemy się o to sprzeczać jeszcze przez wiele lat. W końcu zginęły tysiące ludności cywilnej, niemal całe miasto legło w gruzach.
Ale Blumsztajn zdaje się nie pamiętać, że o sensie walki nie decyduje wygrana czy przegrana, ale sprawa, za którą tę walkę się podejmuje. Abstrahując od poniesionej w sensie militarnym klęski, Powstanie było wielkim zwycięstwem Polaków. 1 sierpnia 1944 roku nie było innego wyjścia, nie było sposobności, by podjąć inną decyzję. To była walka o resztki wolność, ostatni taki podryw. Dla jednych, być może konwulsyjny zryw dogorywającego trupa, dla innych, dla mnie – szczyt bohaterstwa. - Walka beznadziejna, walka o sprawę z góry przegraną, bynajmniej nie jest poczynieniem bez sensu. (...) Wartość walki tkwi nie w szansach zwycięstwa sprawy, w imię której się ją podjęło, ale w wartości tej sprawy – mówił profesor Henryk Elzenberg.
Wracając zaś do samych rekonstrukcji, jestem głęboko przekona, że nie są one jedynie uproszczoną, zabawową wersją historii. To nie są zwykłe „przebieranki”, jak uważa Blumsztajn. W wielu grupach rekonstrukcyjnych (czy historycznych, bo takie też są) większy nacisk kładzie się na kształtowanie etosu Powstańców, na kontynuowanie pamięci o nich. Owe „zabawy w przebieranie” (które odbywają się przecież tylko kilka razy w roku!) to tylko dodatek, zwieńczenie całorocznej pracy i spotkań.
- Moim zdaniem, jeśli chcemy kogoś zainteresować historią, musimy się do niego przebić z dramatem tej historii, z jej problemami, a nie tylko z jej zabawową wersją, która tak naprawdę obraża ludzi, którzy wtedy zginęli – pisze Blumsztajn. Zupełnie nie rozumiem, w jaki sposób kogokolwiek może obrazić rekonstruowanie choćby powstańczych barykad. Nie sądzę również, że takie inscenizacje są w jakiś sposób odarte dramatyzmu historii, wręcz przeciwnie! Są świetną okazją, by uzmysłowić sobie dramatyzm walki podejmowanej przez te wszystkie „śliczne sanitariuszki i przystojnych chłopców”.
Blumsztajn nie zostawia też suchej nitki na kombatantach. Zdaniem publicysty, Warszawa żyje pod presją z ich strony. Dlaczego? Bo kiedyś środowiska kombatanckie chciały nazwać jeden ze skwerów na Grochowie „imieniem jakiegoś batalionu z AK”. Doprawdy, straszne te naciski!
Sam zaś Blumsztajn surowo oceniając rekonstrukcje historyczne wykazuje pewną niekonsekwencję, bo jego uczucia obrażają młodzi ludzie w panterkach, ale już obóz koncentracyjny z klocków LEGO jest OK. To jest dopiero zabawa! Zbudować sobie krematorium z klocków...
Marta Brzezińska

