- Jesteście tak oburzeni terminem "antysowiecka", gdyż byliście pewnie nadzorcami w łagrach i więzieniach i komisarzami w oddziałach zaporowych NKWD – napisał Podrabinek po zmianie nazwy jednej z moskiewskich szaszłykarni z "antysowiecka" na "sowiecka". Stało się to pod naciskiem komunistów, którzy uważają, że poprzednia nazwa uderzała w honor Rosjan. Władze zażądały od właścicieli przemianowania jadłodajni pod groźbą jej zamknięcia.

Na artykuł człowieka, który w czasach ZSRR opublikował za granicą książkę o przymusowym zamykaniu dysydentów w szpitalach psychiatrycznych, za co został umieszczony w obozie pracy, odpowiedziała prokremlowska "antyfaszystowska" organizacja młodzieżowa "Nasi". Bojówkarze pozwali dziennikarza do sądu i obiecali, że zamienią jego życie w koszmar. Od pięciu dni pikietują pod jego domem.

Tymczasem nazwa restauracji nie miała nawet wydźwięku politycznego. Jej właściciele twierdzą, iż lokal, który istnieje od lipca, wziął swoją nazwę od potocznego określenia dla restauracji, która funkcjonowała przed II wojną światową w tym samym miejscu. Mieściła się naprzeciwko "Hotelu Sowieckiego" i stąd była żartobliwie nazywana "antysowiecką".

 

sks/Rzeczpospolita/GW

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »