-To zdrowe dzieci, które owszem, potrzebują pomocy, ale na pewno nie hospitalizacji w zamkniętym ośrodku – powiedziała "Dziennikowi" Jolanta Paruszkiewicz, psychiatra ze szpitala w Józefowie pod Warszawą.
Większość sierot i półsierot trafia do zakładów psychiatrycznych z tą samą diagnozą - "zaburzenia zachowania". - To bardzo modna diagnoza, słowo wytrych, pod którym bardzo często nie kryją się żadne zaburzenia psychiczne - uważa Paruszkiewicz. Często zdarza się, że opinie wystawiają lekarze nie posiadający odpowiednich do tego kwalifikacji, np. chirurdzy.
Efekty pobytów na oddziałach zamkniętych będą dzieciom towarzyszyć przez całe życie, bo zwykle po ich opuszczeniu są wyśmiewane i piętnowane mianem „wariatów” i „psycholi” przez swoich rówieśników.
Źródło: Dziennik
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »
