Już przed godziną 15.00 Placu Konstytucji swoją bitwę rozpoczęli najbardziej agresywni kibole, z Legii Warszawa i najprawdopodobniej Lecha Poznań. W ruch poszły petardy, race świetlne latały nad kordonem policji. W kierunku policjantów poleciały sztachety i kamienie. Policja odpłacała seriami z armatek wodnych. Widzieliśmy jak jeden z policjantów został uderzony kawałkiem drewna i upadł na ziemię. Policja rozpyliła gaz łzawiący – sami go poczuliśmy filmując demonstrację z drugiego piętra przy Marszałkowskiej.
O 15.30 odśpiewano hymn narodowy i pochód skierował się w kierunku ronda Jazdy Polskiej. Krzysztof Bosak na Twiterze napisał, że co najwyżej 5 proc. uczestników Marszu to "kibole" i agresywnie zachowujący się osobnicy. Reszta to zwykli ludzie, dużo jest rodzin z dziećmi - pisał Bosak. Marsz odbił w kierunku Ronda Jazdy Polskiej zostawiając za sobą policjantów i „blokadę” demonstrujących pod hasłem „Kolorowa Tolerancja”. Ci oddzieleni innym kordonem policji bawili się jak na pikniku: grano „offową” muzykę, ponad głowami rzucano piłki. Kiedy ogłoszono, że Marsz Niepodległości nie pójdzie ulicą Marszałkowską w kierunku Alei Jerozolimskich wśród lewicowych demonstrantów rozległ się ryk radości. „Nie weszli” - skandowali anarchiści i lewacy. Po czym z głośników puszczano song „We Will Rock You”. Wydawało się, że na tym się skończy i obie strony ogłoszą zwycięstwo. Ale przed chwilą o 15.45 część uczestników „Kolorowej Niepodległości” rzucili się w pościg za Marszem z okrzykiem „pokojowa demonstracja”. Niektórzy wyśliznęli się policji i pobiegli na tyłach Marszałkowskiej.

