Marihuana ma, zdaniem profesor Środy, same zalety. „Palenie marihuany - jak można przeczytać w naukowych materiałach oraz w raportach Światowej Organizacji Zdrowia - uspokaja, leczy (niektóre choroby), nie powoduje uniezależnień fizjologicznych. Nawet gorliwy przeciwnicy "trawki" wyliczają takie konsekwencje jej użycia, które wcale nie są jednoznacznie negatywne. Mówią o "apatyczności" (pożądany stan dla pobudliwych kibiców), zaburzeniach w przyswajaniu nowych wiadomości (błogosławieństwo dla wszystkich pożeraczy newsów!), myśleniu magicznym (ogromne wsparcie dla religijnej wiary i narodowego irracjonalizmu), zaburzeniach percepcji czasu (doskonałe dla osób narzekających na starzenie się), krytycyzmie (niczego nam bardziej nie brak jak właśnie tego), pobudzeniu wyobraźni (szansa na reformy), wzmocnieniu percepcji (można dostrzegać kłopoty bliźniego swego), spadku aktywności fizycznej (a więc blokada przemocy), tumiwisizmie (a więc motyw do powszechnej solidarności)” - oznajmia etyczka na łamach portalu Tok FM,
A dalej, by uzasadnić zgodę na ćpanie i usprawiedliwić Korę posuwa się nawet do wciągania Biblii w promowanie narkomanii. „Wyobraźmy sobie społeczność, w której karze "wyroku w zawiasach" podlegałoby posiadanie butelki piwa, a karze bezwzględnego więzienia podlegałoby posiadanie bądź picie mocniejszych trunków. Myślę, że taka społeczność miałaby charakter totalitarny, choć mimo to byłaby bardziej racjonalna niż ta, gdzie karze się drobnych posiadaczy "marychy", czyli środka uspokajającego i poszerzającego naszą percepcję. Rastafarianie dowodzą nawet, że społeczność taka żyłaby bardziej w zgodzie z Biblią, bo w Ks. Jeremiasza możemy przeczytać, że wszelka roślinność jest dla człowieka, a gdzieniegdzie - że piwo jest darem bożym. Dlatego sadźmy sobie krzewy, unikajmy picia i módlmy się o otrzeźwienie naszych prawodawców. No i o zdrowy rozsądek dla wszystkich” - pisze Środa.
Filozofka i etyczka (bo tak sama się nazywa) nie wspomina przy tym, że marihuana jest bardzo często wstępem do twardych narkotyków, nie zauważa, że one zwyczajnie zabijają, i że w odróżnieniu od alkoholu (którego – jako do 30 roku życia całkowity abstynent, wcale nie jestem jakimś gorącym zwolennikiem) nie są kulturowo oswojone. Takie drobiazgi, jak życie młodych ludzi bowiem Środy nie interesuje. Ją zajmuje, żeby Kora i jej piesek mogli sobie poćpać. I żeby elitka nie musiała się obawiać, że ktoś ją dorwie ze skrętem. Dobro zwykłych ludzi, którym ta promocja ćpania może złamać życie Środy nie zajmuje.

