W sobotę, 13 kwietnia 2019 roku Gniezno miało nieszczęście stać się kolejnym miastem, którego ulicami przeszedł marsz środowisk LGBT. To haniebne oraz karygodne wydarzenie. Niestety jednak w nieodpowiedni i karygodny sposób zachowywała się też pokaźna część przeciwników marszu LGBT, którzy w sobotę zgromadzili się w Gnieźnie, aby próbować zakłócić ową demonstrację.
Ludzie demonstrujący przeciwko marszowi LGBT nie wybredzali bowiem w intonowanych przez siebie hasłach, hojnie urozmaicając je wulgarnymi zwrotami w rodzaju: "Kur**y je**ne", "Ch*j z pedałami", "Wypier***ć", itp. Ktoś może powie, że walka z politycznym ruchem LGBT jest swego rodzaju wojną, a na wojnie nie można się cackać, jeśli chodzi o wybór używanych w niej metod walki. To jednak nie jest prawda, gdyż nawet na wojnie obowiązują zasady, których nie należy łamać. Wprowadzanie zaś – nawet do walki ze złem i niegodziwościami – wulgarnej mowy przypomina próbę wycinania zgangrenowanej tkanki za pomocą umaczanego w fekaliach noża. Najbardziej prawdopodobnym efektem takiej operacji będzie tylko rozjątrzenie ran. Wulgarność jest bowiem mocno połączona z wadą nieczystości, stanowiąc jej jakże częsty słowny wyraz oraz ekspresję. Tak jak gangrenę winno się wycinać za pomocą sterylnie czystych narzędzi, tak z grzechem sodomii należy walczyć w sposób czysty i cnotliwy, a więc bez wulgarności, oszczerstw i innych występków. Pamiętajmy o tym czego nauczał choćby św. Paweł Apostoł: "Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj" (Rz 12, 21).
Trzeba też sobie zdać sprawę z tego, iż demonstracje przeciwko LGBT polegające na tym, iż grupy złożone najczęściej z wulgarnie oraz agresywnie zachowujących się kibiców mogą łatwo wywoływać skutek przeciwny do zamierzonego. Co bowiem widzą Polacy w medialnie przekazywanych obrazkach z takich wydarzeń? Po jednej stronie mamy kolorowe, radosne i póki co unikające zbytniego epatowania obscenicznością marsze LGBT, a po drugiej jakże często wykrzywione twarze ich przeciwników z których toczy się potok wulgarnych słów. Oczywiście, te kolorowe parady LGBT to sprytna szatańska zagrywka mająca ukrywać przerażającą rzeczywistość się za nimi kryjącą, jednak pierwsze wrażenie jest takie, jakie jest. Otóż, ludzie demonstrujący za normalnością i przeciw sodomii wyglądają przy okazji takich wydarzeń bardziej nienormalnie niż zwolennicy LGBT. Zachowują się bowiem oni niczym nieokrzesani, wulgarni i dzicy barbarzyńcy, których zwykły Polak nie chciałby spotkać po zmroku w ciemnej opustoszałej uliczce.
Sam osobiście miałem okazję co najmniej trzykrotnie brać mniej lub bardziej aktywny udział w demonstracjach skierowanych przeciwko marszom LGBT i z przykrością muszę stwierdzić, że nieraz czułem się w czasie nich zażenowany oraz zakłopotany. Powodem tego były występujące tam wulgarne słowa i wyzwiska, a także czasami bardzo nieskromnie, wręcz niczym prostytutki odziane niewiasty, które podobno przyszły demonstrować w obronie tradycyjnej rodziny i normalności.
I piszę to wszystko jako zdeklarowany zwolennik wprowadzenia prawnego zakazu czynów homoseksualnych, który dodatkowo zdaje sobie sprawę z tego, że w przyszłości może mieć z tytułu głoszenia tej opinii mniej lub bardziej poważne kłopoty prawne. Mimo wszystko bowiem nie ma analogii pomiędzy popieraniem prawnej karalności pewnych szczególnie szkodliwych społecznie grzechów, a wulgarnym wyzywaniem ich sprawców. To, że np. jestem za karaniem złodziei nie oznacza, że popierałbym wulgarne poniżanie takich ludzi. Między innymi właśnie dlatego popieram ich sądowe karanie, aby w pewien sposób ucywilizować walkę ze złem.
Mirosław Salwowski
