W jednym z kanadyjskich szpitali od października przebywa 59-letni irański imigrant Hassan Rasouli. Lekarze są zdania, że pacjent znajduje się w trwałym stanie wegetatywnym i nie dają mu żadnych szans na wybudzenie. W związku z tym proponują... odłączenie mężczyzny od respiratora i zaprzestanie jego karmienia.

 

"Mówi do nas oczami"

 

Rodzina zaś nie zgadza się z diagnozą lekarzy. Dzieci Hassana są przekonane, że ojciec, który cierpiał na zapalenie opon mózgowych, po operacji usunięcia guza mózgu jest w stanie się z nimi skomunikować, robi widoczne postępy, ale wciąż potrzebuje respiratora i rurki, która będzie podawała mu pokarm. - Mówi do nas oczami – przekonuje 27-letnia córka pacjenta, Mojgan. - Chcemy, żeby nasz ojciec żył – dodaje. - Kiedy do niego mówię, otwiera oczy, poznaje mnie – zapewnia 23-letni syn Hassana, Mehran.


Żona pacjenta, która sama była lekarzem zanim wyjechała z Iranu, odmawia wyrażenia zgody na odłączenie go od respiratora, gdyż byłoby to sprzeczne z jej przekonaniami religijnymi. Wierzy w poprawę stanu zdrowia męża.

 

Jednak zdeterminowani lekarze z Sunnybrook Health Sciences Centre skierowali sprawę do sądu domagając się wyłączności na podejmowanie decyzji o odłączeniu pacjenta od aparatury podtrzymującej życie. Tłumaczyli, że są zobowiązani udzielać pomocy wtedy, kiedy przynosi ona efekty i zaprzestania, kiedy jest daremna. Dr. Brian Cuthbertson and Dr. Gordon Rubenfeld są przekonani, że to do ekspertów powinna należeć decyzja o odłączaniu pacjenta od urządzeń podtrzymujących życie.

 

- Wciąż pozostajemy bez autorytatywnej odpowiedzi na bardzo ważne pytanie – mówi reprezentujący w sądzie lekarzy adwokat Harry Underwood. - W jaki sposób najlepiej chronić interesy pacjentów? - pyta i podkreśla, że zgodnie z prawem zwyczajowym lekarze nie są zobowiązani, by pozyskiwać zgodę rodziny aby zaprzestać leczenia, które ich zdaniem jest daremne.


Z kolei prawnik rodziny Rasouli, Gardner Hodder, przekonuje, że wydawane przez lekarzy diagnozy o stanie wegetatywnym, tak jak w przypadku Hassana, często są błędne. Podkreśla, że podtrzymywanie życia jest formą leczenia, a więc zgodnie z prawem Ontario zaprzestanie tej czynności wymaga zgody rodziny.

 

Ostatecznie kanadyjski sąd zadecydował, że aby odłączyć Hassana od respiratora lekarze potrzebują zgody jego rodziny. Hugh Sher z Euthanasia Prevention Coalition, wyrok sądu uważa za właściwy. Mówi, że lekarze nie mają jednostronnego prawa decydowania a w przypadkach takich jak ten potrzebne są konsultacje z Consent and Capacity board.

 

To organizacja zrzeszająca prawników, psychiatrów i obywateli Ontario, którzy są powoływani do rozstrzygania sporów takich jak ten, między lekarzami a rodziną Raosuli. Ontario jest jedynym stanem, w którym obowiązuje taki system. Zamiast długich batalii sądowych, które często kończą się śmiercią pacjenta nim ten doczeka się wyroku sądu, Consent and Capacity board podejmuje decyzje w ciągu tygodnia.

 

Wegetacja ze związanymi rączkami 

 

Przypadek Hassana Rasouli przywodzi na myśl niedawną sprawę małego synka państwa Maraachli, bardziej znanego jako „Baby Joseph”. Opiekujący się nieuleczalnie chorym chłopcem lekarze stwierdzili, że dziecko znajduje się w stanie wegetatywnym i należy odłączyć je od respiratora. Przerażeni rodzice prosili personel szpitala, aby pozwolił im zabrać synka do domu, by tam, pod troskliwą opieką rodziców doczekał momentu naturalnej śmierci. Konieczny był jednak zabieg tracheotomii, by „Baby Joseph” mógł oddychać, a lekarze nie chcieli wykonywać, ich zdaniem daremnego zabiegu. Co więcej, wyznaczyli datę podania mu śmiertelnego zastrzyku.

 

Gdyby nie upór i batalia, jaką stoczyli rodzice, małego Josepha pewnie nie byłoby już na świecie. W działanie na rzecz dzieciątka zaangażował się m.in. znany prolajferski działacz, ks. Frank Pavone, a setki tysięcy osób na całym świecie modliły się za chłopca i poprzez profil na Facebooku na bieżąco informowali o stanie zdrowia dziecka.

 

Przypadek Hassana Raosuli i Josepha Maraachli, to tylko wierzchołek góry lodowej, takich spraw, nienagłośnionych przez media jest pewnie znacznie więcej. To przerażający „znak czasów”. Lekarze, którzy składając przysięgę Hipokratesa zobowiązują się do ratowania życia w każdym przypadku, tutaj ewidentnie występują przeciw niemu. Dlaczego? Bo sztuczne utrzymywanie kogoś przy życiu jest „daremne”, jak przekonują lekarze Hassan? Czy może raczej jest kosztowne i uciążliwe dla lekarzy? Nie mówię oczywiście o przypadkach naprawdę beznadziejnych, kiedy faktycznie nie ma najmniejszych szans na poprawę stanu zdrowia pacjenta. Ale na litość boską, jak można stwierdzać stan wegetatywny, a potem zawiązać dziecku rączki, żeby nie przeszkadzało w zabiegach?!

 

- Życie jest darem od Boga – mówi żona Hassana, Parichehr Salasel. - On chce żyć...

 

Marta Brzezińska