- Obecność Polaków wywołała radość organizatorów i uczestników, którą było widać w pozdrowieniach w czasie marszu jak i w końcowych podziękowaniach skierowanych do nas. Niestety atmosfera berlińskiego Marszu dla Życia znacznie rożni się od tej która panuje na marszach w naszym kraju. Uczestnicy marszu idąc w ciszy nieśli białe krzyże symbolizujące ofiary aborcji i eutanazji.

Można było dostrzec wszechobecną policję, która otaczała maszerujących kordonem, aby oddzielić ich od agresywnie zachowujących sięzwolenników aborcji, homoseksualistów, transwestytów. Spokojnie demonstrujący obrońcy życia byli nieustannie obrzucani wyzwiskami i hasłami w stylu ,,Żadnego Boga” czy też ,,Wasze dzieci będą takie jak my '', a jakiekolwiek próby wypowiedzenia świadectwa za życiem zagłuszałygwizdy i wulgarne okrzyki.

Polska młodzież,bo to ona przede wszystkim przyjechała do Berlina niosła ponad 40 flag z napisami ,,Kocham życie '' w tylu też językach. Na pozostałe emblematy przywiezione ze Szczecina nie zgodzili się organizatorzy marszu obawiając się reakcji swoich przeciwników. Należy zauważyć, że tymi tak ,,prowokującymi '' emblematami miały być flagi i tablice z namalowanym nienarodzonym dzieckiem.

Berliński Marsz dla życia pokazał nam jak bardzo w Europie życie człowiekajest zagrożone i jak wiele trzeba zrobić aby się temu przeciwstawić. Jest również zastanawiające to, że niemieccy obrońcy życia sami żyją w strachu, bojąc się wyrażać publicznie uznanie wartości życia każdego człowieka. Ten strach nie jest najlepszym świadectwem stanu demokracji w Niemczech, a zarazem stanowi przestrogędla nas Polaków na przyszłość, aby nie przyszedł i u nas czas strachu przed głośnym mówieniem o tym co jest ważne - mówi k s. Tomasz Kancelarczyk, uczestnik Marszu i asystent Kościelny K.S Civitas Christiana w Szczecinie. 


JW