Tadeusz Gruszczyński pochodził z Sosnowca, został przez nowe władze mianowany wiceprezydentem Gliwic. Podczas uroczystości zorganizowanych dla uczczenia kapitulacji Niemiec, w których brali udział również sowieccy oficerowie, doniesiono mu, że jedna z polskich urzędniczek przez okno swojego mieszkania błaga o pomoc. Nie namyślając się długo pobiegł pod wskazany adres. Na miejscu zastał dwóch sołdatów, którzy wdarli się do jej mieszkania by „zacieśnić więzy przyjaźni polsko – radzieckiej”. Zginął od serii z pepeszy kiedy próbował ich powstrzymać tłumacząc, że to nie Niemka.
W dzielnicy Bytomia, Miechowicach, Rosjanie wywlekali ludzi ukrywających się w piwnicach i z miejsca rozstrzeliwali. Nie zwracali uwagi na nic, nie sprawdzali kto jest kim, nie ważna była płeć czy wiek. W ten sposób zginęło też kilku polskich przymusowych robotników.
Prawdziwą jatkę Sowieci urządzili w Gierałtowicach, wsi która została przyłączona do Polski w wyniku plebiscytu z 1921 roku. Byli pewni, że są już na terenie przedwojennej Rzeszy, dokonali zatem klasycznej, podręcznikowej wręcz, pacyfikacji. Rozstrzelali kilkadziesiąt osób w tym kilku więźniów Auschwitz, którym udało się uciec z osławionego „marszu śmierci” i znaleźć we wsi schronienie, po czym wyszabrowali majątek i spalili większość gospodarstw. Najstarsza ofiara miała 81 lat, najmłodsza około 10.
Wkraczające na teren Górnego Śląska wojska radzieckie już od samego początku zorganizowały akcję zatrzymywania ludności cywilnej, która po selekcji miała być wywieziona w głąb Rosji. Ludzi przetrzymywano gdzie się dało, w szkołach, piwnicach urzędów, halach fabrycznych. W Świętochłowicach – Zgodzie przejęto w tym celu niemiecki obóz, filię Auschwitz, wykorzystano też obozy w Oświęcimiu i Brzezince. Szacuje się, że w okresie od końca stycznia do kwietnia 1945 roku w głąb Związku Radzieckiego wywieziono (co najmniej) 14 000 osób, z których większość już nigdy do Polski nie powróciła.
To tylko mały wycinek, ułamek promila, wszystkich sowieckich zbrodni popełnionych nie tylko na Śląsku, ale w całej Polsce. Oficjalna propaganda traktowała Rosjan jak wyzwolicieli, niemalże zbawców. Prawda jednak była inna. Sowieci traktowali polskie ziemie jako „trofiejne”, mogli tu robić co chcieli i mieli na to przyzwolenie swoich dowódców. Teoretycznie władzę na wyzwolonych terenach przejmować mieli Polacy związani z marionetkowym PKWN, jednak to rosyjscy komendanci wojskowi pełnili rolę udzielnych książąt, watażków, którym nikt nie miał odwagi się sprzeciwić. A jeżeli już ktoś spróbował, to kończył jak wspomniany na początku wiceprezydent Gliwic.
Wszystkich tych zbrodni dokonano pod znakiem sierpa i młota, tym samym, który nieśli ze sobą uczestnicy lewackiego pochodu pierwszomajowego w Warszawie, który chcą zaprezentować w naszym kraju rosyjscy kibice by „uczcić” swoje święto narodowe. Ciekawość zżera mnie ogromna, czy władze stolicy wydając na to „uczczenie” zgodę nie zdawały sobie sprawy z powyższych faktów? Czy może same utożsamiają się z „wyzwolicielami” i marzy im się by nowy porządek zaprowadzić wypróbowanymi w czterdziestym piątym roku metodami?

