08.11.13, 20:50

Wyznania zmęczonego hedonisty, czyli „Wenus w futrze” Romana Polańskiego

„Wenus w futrze”, choć na scenie mamy tylko swoje aktorów, a rzecz dzieje się w teatrze, trzyma w napięciu cały czas. Polański umiejętnie żongluje klimatem, przechodząc od silnego napięcia erotycznego, które aż wylewa się z ekranu do momentów żartu, które skutecznie rozładowują atmosferę. Grze aktorskiej też nie sposób nic zarzucić. Zarówno Emmanuelle Seigner jak i Mathieu Amalrica są absolutnie niepowtarzalni. I budują niezwykłą atmosferę.

Zuchwale jednak trzeba powiedzieć, że film ten w najmniejszym stopniu nie jest – choć w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” zapewniał sam Roman Polański - „walką z seksizmem”. Dla mnie to raczej wyznanie zgorzkniałego hedonisty, który – po latach używania życia – dostrzegł, że współczesna sfeminizowana, politycznie poprawna, a jednocześnie liberalna cywilizacja – zniszczyła już nawet możliwość pożądania między kobietą a mężczyzną. Brak tradycyjnych ról (które można było przekraczać, dokonywać ich transgresji), rozmycie męskiej i żeńskiej tożsamości, odrzucenie płciowych stereotypów i walka z biologicznością, zniszczyły już nawet możliwość przeżywania przyjemności. I stary hedonista Polański dostrzega to z mocą i z pasją, choć co jakiś czas dorzucając ironiczny nawias, który ma go chronić przed potępieniami współczesnych mieszczan, o tym mówi.

Ale film ten to również wielkie, szczególnie jeśli oglądać go z perspektywy chrześcijańskiej, oskarżenie współczesności, która relacje międzyludzkie całkowicie uprzedmiotowiła. Miłość erotyczna, nawet w wymiarze zmysłowej, przekształciła się w niej z relacji, w technikę, grę, w której nie ma już miejsca na autentyzm niespełnionego pragnienia czy uzupełnienia, dopełnienia męskości i kobiecości. Męskość i kobiecość, które sprowadzono wyłącznie do ról społecznych, i które pozbawia się w procesie wychowania zakorzenienia w biologii, w normalnych rolach społecznych, przestaje być w ogóle zdolna do uzupełniania się, kreowania ludzkiej pełni, a pozostaje tylko niezrozumiałą, ale za to wiecznotrwała walką... W efekcie zaś pozbawia nas tego, co w człowieczeństwie, miłości i seksie najpiękniejsze, to znaczy spotkania drugiej osoby. „Poznania” jej, by posłużyć się pięknym terminem biblijnym i stania się jednym ciałem. A przestaje to być możliwe, bo nie dostrzegamy już w drugim „innego”, nie widzimy w nim dopełnienia, a jedynie przedmiot użycia, kogoś/coś, kto/co jest już tylko wygodnym narzędziem do masturbacji.

Tomasz P. Terlikowski

Komentarze

anonim2013.11.8 22:27
A co my tak ostatnio promujemy Polańskiego? Najpierw Masłowska teraz Romek?
anonim2013.11.8 22:39
Tekst p Terlikowskiego jak zwykle zabawny:))). . "Dla mnie to raczej wyznanie zgorzkniałego hedonisty, który ... dostrzegł, że współczesna sfeminizowana, politycznie poprawna, a jednocześnie liberalna cywilizacja – zniszczyła już nawet możliwość pożądania między kobietą a mężczyzną." Hm, no tak, kazdy widzi to, co chce. Chociaz sam tworca, jak rzetelnie zauwazyl autor, powiedzial, co chcial przekazac, to przeciez p. Terlikowski wie lepiej jaki jest przekaz i prawde Wam powie:) A swoja droga ciekawe, czy p. Terlikowski swoje twierdzenie o braku mozliwosci pozadania miedzy ludzmi (oj przepraszam, miedzy kobieta a mezczyzna oczywiscie) opiera na doswiadczeniach osobistych (w koncu zyje w tej sfeminizowanej cywilizacji), czy tez zyje w jakiejs innej cywilizacji (jakiej????)
anonim2013.11.8 22:50
ciekawe, trzeba będzie pewnie obejrzeć, mam nadzieję że nie ma tam jakiś scen..
anonim2013.11.9 2:29
Dzięki za info. Parę groszy zaoszczędzę na lepszy cel. Opis poniżej: "po seansie pozostaje niesmak i świadomość, że byliśmy świadkami dość przerażającego uprzedmiotowienia. I kobiet i mężczyzn. ", stanowi wystarczający powód, aby, do otaczającej nas smutnej rzeczywistości, nie dorzucać kolejnego kamyka w postaci obejrzenia filmu o przykrych treściach dnia codziennego.
anonim2013.11.9 8:25
" Chociaz sam tworca, jak rzetelnie zauwazyl autor, powiedzial, co chcial przekazac, " może i chciał .... ale wyszło mu jak z ta "nieletnią prostytutką" ... medialnej mendzie wolno .....
anonim2013.11.9 9:01
Cóż obejrzę, to wyrobię sobie zdanie. Ciekawe ilu wypowiadających go obejrzało ;)
anonim2013.11.9 9:02
@Merak My tu o filmie dyskutujemy ;)
anonim2013.11.9 9:07
@Słowianka Spijasz słowa z ust swojego guru.... Łaaa co za wierność.
anonim2013.11.9 12:59
Można by powiedzieć - konstatacja reżysera poniewczasie, w sytuacji, do której sam RP się przyczyniał, wyjeżdząjąc "na polowania" na nieletnie siuśki na pogranicze austriacko-szwajcarskie (o czym się chwali w swojej autobiografii). Choć film zapewne dobry, bo to fachman, ale jako człowiek to szmata.
anonim2013.11.9 14:38
@Nowenna Pompejańska, jeżeli chodzi Ci o sceny erotyczne, to wszystko jest bardzo subtelne i niedosłowne, nie ma tu tak odważnych scen jak w "Życiu Adeli".