22 lipca to niby ważna data. Zależy dla kogo... Garstka dziennikarzy poczuła się dziś zobowiązana do przypomnienia Polakom niechlubnej daty. - Dziś rocznica największego święta – pamiętasz o tym? - pyta Wirtualna Polska.


Od 1945 roku 22 lipca był dniem Narodowego Święta Odrodzenia Polski. W tym dniu otwierano nowe fabryki, mosty (m.in. „poniatowszczaka” w Warszawie”), stadiony oraz szpecący do dziś Warszawę „dar przyjaźni polsko-radzieckiej”. 22 lipca ludność miast i wsi z flagami i transparentami wychodziła na ulice, tłumnie gromadziła się na defiladach i festynach.


I tylko takie zdjęcia zobaczymy w fotoreportażu Wp.pl. Uśmiechnięci pracownicy fabryk, dzieci pozdrawiające Breżniewa i Gierka, tłumy paradujące po nowych mostach, młodych uczestników gimnastycznych obozów. Szkoda, że materiał pokazuje tylko jedną stronę medalu. Ani słowa w nim, że 22 lipca powstał Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego. De facto, grupa zdrajców, która z mandatu Stalina od 1944 roku okupowała Polskę mimo funkcjonowania legalnego rządu Rzeczypospolitej na Uchodźstwie.


Dlatego nie rozumiem, jak można przypominać o tak niechlubnym dniu, jako o „najważniejszym” przez wiele lat święcie w Polsce. Pokazując tłumy na defiladach i pochodach, bez zająknięcia się ani słowem, o tym, że Polacy nie przychodzili tam z sympatii dla komunistycznych okupantów, nie dlatego, że chcieli, ale musieli, bo partia bardzo dbała, by obywatele byli w tym dniu tam, gdzie trzeba.


Skandaliczne jest to gloryfikowanie komunistycznego święta przy jednoczesnym lekceważeniu naprawdę ważnych dat, których przecież nie brak w historii Polski. Tyle razy zarzuca się Polakom, że mają martyrologiczne tendencje do świętowania wielkich klęsk, to dlaczego nie przypomina się w mediach na przykład o powstaniach śląskich czy bitwie w 1920 roku? Dlaczego tyle uwagi nie poświęca się wielkim Bohaterom, „Żołnierzom Wyklętym”? Mało kto wie, że od niedawna 1 marca jest dniem poświęconym pamięci Rycerzom Niepodległej.


Kilka dni temu przypadały rocznice tragicznych wydarzeń – Obławy Augustowskiej i rzezi Polaków na Wołyniu. Informacje o tym znalazłam jedynie na kilku, ściśle prawicowych, portalach.


Skąd się bierze w Polakach ta historyczna aberracja? Być może z braku elementarnej wiedzy. Przez wiele długich lat dzieci w szkołach zamiast historii uczyły się wywrotowej teorii dziejów i to wciąż pokutuje. Ale czemu się dziwić, skoro wielu Polaków całą swoją wiedzę o „prylu” czerpie dziś z „Misia” i „Rejsu”. Mało tego, przy kompletnym niezrozumieniu tych filmów. Bo przecież były one prześmiewczą parodią tych „wesołych” czasów, a nie laurką z PRL.


Z takiej historycznej ignorancji już tylko krok do wychwalania komunistycznych zbrodniarzy i deprecjonowania tych, którzy naprawdę walczyli o Polskę. - Wreszcie ktoś sobie o tym przypomniał – cieszy się z fotoreportażu na Wp.pl jeden z internautów. - Gdyby nie Armia Czerwona i I Armia Wojska Polskiego to na USA, zachód i Armię Andersa nie można było liczyć, wyzwolenie przyszło że wschodu. Pamiętam jak w czerwcu 1944 do Białegostoku przyjechali żołnierze Armii Czerwonej i dalej pojechali na Berlin a nie musieli, swój kraj wyzwolili a my o tym zapominamy i nie szanujemy grobów żołnierzy radzieckich chwała wyzwolicielom – pisze czytelnik.


Trudno przejść obok takich wpisów obojętnie. Choć może Polaków o poglądach podobnych do internauty jest stosunkowo niewielu, to jednak wciąż można spotkać się z opiniami, że PRL był dobrym ustrojem, wszyscy mieli po równo, państwo o każdego dbało, a w ogóle to żyło się lepiej.


To ja już wolę obchodzić 22 lipca jako „święto Wedla” - niniejszym wznoszę toast filiżanką wedlowskiej czekolady za komunistów i kolaborantów – niech im ziemia lekką będzie.


Marta Brzezińska