Wczorajsza rozprawa Lecha Wałęsy z Krzysztofem Wyszkowskim dotyczyła wypowiedzi Wyszkowskiego udzielonej dziennikarzom na korytarzu sądowym 14 grudnia 2007 r. i pokazanej tego samego dnia w "Panoramie" TVP Gdańsk. Były działacz WZZ powiedział wtedy: - Lech Wałęsa był agentem, brał za to duże wynagrodzenie, robił to ochoczo, współpracował całą gębą, nie ma remisu w tej sprawie. Wczoraj Wyszkowskiego nie było na sali bo miał zwolnenie lekarskie. Media Media donoszą, że Sąd Okręgowy na rozprawie zaproponował ugodę.
Czy to prawda, że sąd zaproponował ugodę? - zapytał Krzysztofa Wyszkowskiego portal Fronda.pl. - Sąd nie mówił o ugodzie, ale o mediacji. Sąd powiedział nawet więcej, że ma wrażenie, że to nie jest ostatni proces w tej sprawie. Czyli sąd zdaje sobie sprawę z tego, że ja nie wyrażam zgody na odwołanie stwierdzenia, że Lech Wałęsa był agentem i chyba sąd szukał ustępstw od każdej ze stron. Co jest zrozumiałe, ponieważ kontynuowanie skazywania mnie za mówienie prawdy oczywistej, naukowo udowodnionej i potwierdzonej przez odpowiednie instytucje państwowe kompromituje nie mnie, a polskie sądownictwo. Nie chcąc potwierdzenia opinii, że sądy są uwikłane w służbę aktualnie rządzącym, sąd chciałby się z tego wywikłać za pomocą mediatorów.
Ale Lech Wałęsa sam psuje te starania, które są przecież w jego najlepszym interesie. Jego pełnomocniczka skarżyła się, że nie wypełniam wcześniejszych postanowień sądu, czyli nie ogłaszam w telewizjach, że przepraszam i potwierdzam, że Wałęsa agentem nie był. Dodał, że gdy spełnię te warunki, to on „po chrześcijańsku” mi ewentualnie wybaczy. Taki warunek mediacji jest niemożliwy do przyjęcia. Nie będę kłamał, więc powtarzam: „A jednak się kręci”. Ani na żądanie Bolka, ani nawet na żądanie sądu tego nie odwołam – dodaje Wyszkowski.
Not. Jarosław Wróblewski

