Prokurator Leszek Pruski w stanie wojennym oskarżał opozycjonistów. A w wolnej Polsce wsławił się alkoholowym ekscesem na unijnym szkoleniu, które skończyło się zagraniczną interwencją w resorcie sprawiedliwości. Miesiąc temu minister Andrzej Czuma powierzył mu wicedyrektorskie stanowisko w departamencie kadr.

Pruski zawdzięcza objęcie tak wysokiego stanowiska, które daje mu władzę nad awansami i dymisjami w prokuraturze, wieloletniej znajomości z nowym szefem Prokuratury Krajowej Edwardem Zalewskim.

- To był wniosek prokuratora krajowego. Decydowały doświadczenie zawodowe oraz wysoki poziom umiejętności niezbędny do wykonywania postawionych przed nim zadań – tłumaczy w „Dzienniku” rzecznik ministra Czumy Katarzyna Szeska.

Doświadczenia i umiejętności Leszka Pruskiego:

- Wrocław, jesień 2005 roku. Patrol straży miejskiej zainteresował się mężczyzną, który zataczał się na placu Solnym. Strażnicy postanowili odwieźć go do izby wytrzeźwień. To wywołało furię mężczyzny, który zagroził im wyrzuceniem z pracy. Podczas kłótni Pruskiemu wypadła z kieszeni prokuratorska legitymacja. Dzięki temu zamiast do izby trafił do domu.

- W kilka miesięcy później prokurator Pruski, jadąc autem, potrącił kobietę.

Oba incydenty skończyły się niczym: prokuratorski sąd dyscyplinarny nie zgodził się na uchylenie Pruskiemu immunitetu.

- W naszym środowisku głośna jest historia z września 2001 roku, która zakończyła się międzynarodowym skandalem - mówi „Dziennikowi” urzędnik ministerstwa. Pruski był wtedy wiceszefem Prokuratury Apelacyjnej we Wrocławiu. Wziął udział w szkoleniu finansowanym przez Unię, a prowadzili je doświadczeni sędziowie z Francji. To oni zszokowani zachowaniem trzech uczestników kursu donieśli Ministerstwu Sprawiedliwości o głośnej, pijackiej imprezie. Pruski, który był w tej trójce, zapłacił stanowiskiem.

Kariera Pruskiego rozpoczęła się w stanie wojennym. To wtedy w trybie doraźnym oskarżał opozycjonistów z Dolnego Śląska. Chciał skazania Krzysztofa Mazurskiego, który protestował przeciwko internowaniu działaczy „Solidarności"”. W 1982 roku domagał się kary dla Mariana Muchy, w którego mieszkaniu spotykali się działacze „S”.

- W trakcie procesów opozycjonistów awansował do prokuratury wojewódzkiej. Teraz osiągnął szczyt kariery w centrali resortu - komentuje nasz rozmówca.

- Pruskiemu nigdy nie postawiono zarzutów, śledztwa toczyły się „w sprawie”, dlatego może on awansować i decydować o awansach blisko 6 tysięcy polskich prokuratorów – powiedziała rzeczniczka ministra Czumy.

 

MaRo/Dz

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »