W witrynie „Wysokich obcasów” opublikowano „pozytywny film o aborcji”, zrobiony przez Emily Letts, młodziutką byłą aktorkę i pracownicę kliniki aborcyjnej. Miała to być odpowiedź na konkurs mający namawiać do przedstawiania "pozytywnych doświadczeń aborcyjnych". Wygląda na to, że „pozytywnych doświadczeń aborcyjnych” musiało być bardzo mało, skoro wygrał akurat ten film. Z uwagi na fakt, że „konkurs” wygrała osoba już zatrudniona przez organizatora (zwykle regulamin konkursu wyłącza pracowników danej firmy z udziału), należy podejrzewać, że była to zwykła płatna kampania promocyjna. Bo Letts otrzymała honorarium. I zareklamowała klinikę, w której uśmierca się nienarodzone dzieci do wieku 6 miesięcy.
Edukatorka seksualna w „niechcianej ciąży”
Krótki film jednak nie pokazuje aborcji (nie mówiąc już o tej późnej), tylko aktorską twarz Letts. Nie ma żadnych dowodów, że pokazuje ją podczas tej zabójczej procedury. Jej dziwaczne wypowiedzi świadczą raczej, że tak nie było. Letts mówiła, że była w 2 może 3 tygodniowej ciąży! (Zwykle kobiety o niej jeszcze nie wiedzą i jej nie podejrzewają, więc nawet nie robią tak wcześnie testu ciążowego). Letts mówiła również o tym, że nie używała kompletnie żadnej antykoncepcji i spała z wieloma mężczyznami. W ten sposób nie zrobiła złej reklamy przemysłowi farmaceutycznemu, gdyż nie zrzuciła winy za „niechcianą ciążę” na wadliwe środki. To mógłby być kolejny ruch promocyjny. Jednak na ile prawdopodobne jest to, że kobieta pracująca w klinice aborcyjnej, gdzie miała dostęp do każdej możliwej antykoncepcji i ton prezerwatyw, żadną z nich się nie zainteresowała?
Tak wygląda tzw. "edukacja seksualna" feministek, które doradzają i szkolą innych (najchętniej młodzież szkolną), tłumacząc, że antykoncepcja zmniejsza liczbę aborcji, namawiają do jej stosowania (Letts sama tego nie robi), a potem same szukają aborterów? Letts swoim „eventem” pobiła chyba "wyczyn" Bratkowskiej, która mówiła o „podwiązywaniu jajowodów u mężczyzn” i chciała aborcji w Wigilię.
Fotograf od Playboya
To dobrze, że media interesują się aborcją i próbują przedstawić ją w filmie. Jednak video z Letts pokazuje niewiele więcej niż artykuł, a do tego zdaje się być zaaranżowane, sterowane przez klinikę aborcyjną. Co nam po nim?
Jeśli jednak „Wysokie Obcasy” naprawdę chcą pokazać kobietom doświadczenie aborcyjne, „sugerowałabym” fotografa, który uwiecznia nagie kobiety, a nawet wygrał konkurs ogłoszony przez Playboya. Jego profil pasowałby jak ulał do lewicowych gazet. Narcis Virgiliu z Rumunii wykonał profesjonalnym sprzętem zdjęcia przedstawiające doświadczenie aborcyjne. Nie wygląda na to, żeby był moherowym beretem czy nawet młodym proliferem.
Można je zobaczyć tutaj:
http://www.narcisvirgiliu.ro/blog/mami-de-ce/
Czy w ramach rzetelności dziennikarskiej „Wysokie Obcasy” odważa się je pokazać?
„Rzeczpospolita” pokazała na kolorowym filmie obrzezanie noworodka. Utrwalono na nim krwawą procedurę, a nie twarz, tak jak w przypadku Letts. Która z gazet pierwsza pokaże na swojej witrynie prawdziwą aborcje?
Natalia Dueholm
