- Od kilku lat prowadzę zajęcia w pewnej wyższej szkole dziennikarstwa. Lubię młodzież i staram się jej przekazać tajniki warsztatu i standardy bezstronności. Kilka dni temu otrzymuję telefon od jednego z wykładowców, że znalazłam się na liście do zwolnień z powodu swoich pro-pisowskich poglądów. Zadecydował o tym prezes fundacji, która prowadzi tę szkołę, czyli Stefan Bratkowski – pisze Jankowska.

Dziennikarka opisuje, że dzwoniła do Bratkowskiego, który jednak zaprzeczył, że miał coś wspólnego z usunięciem jej z uczelni. Według relacji Jankowskiej, Bratkowski zasugerował, że to studenci wskazali ją jako wykładowcę powiązanego z PiSem. - Stefan – mówię, może mało parlamentarnie – ty upadłeś na głowę. Prowadzę warsztaty dziennikarskie i żaden z moich studentów nawet nie domyśla się moich poglądów. To prawda – mówi Stefan, ale pracowałaś dla prezydenta Kaczyńskiego (ordery dla ludzi „Solidarności”)  i... twoje wypowiedzi w „Babilonie" w TVN.

- Dożyliśmy w wolnej Polsce czasów, że poglądy to powód do wyrzucenia kogoś z pracy, a przecież rządzą sukcesorzy "Polskiego Sierpnia". Śmiech historii - pisze Jankowska. Sytuacja wzburzyła niektóre środowiska dziennikarskie.

- Jankowska, która niezależności mediów broniła w czasach komunizmu i była za to przez lata wyrzucana z pracy, nie jest partyjną zwolenniczką PiS, często tę partię krytykuje, a całkiem niedawno broniła i udzielała pomocy dziennikarzom zwolnionym z radia przez wiceprezesa Targalskiego. Wystarczy, że ma czasem inne zdanie niż najbardziej zacietrzewieni PiS-ożercy - napisali redaktorzy portalu wPolityce.pl.

Ł.A/Salon24.pl/wPolityce.pl

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »