Do portalu Fronda.pl dotarły nagrania i stenogramy ze spotkania działaczy Porozumienia 11 Listopada z niedzieli. „Antyfaszyści” - a w rzeczywistości przedstawiciele skrajnej lewicy – debatowali o przeprowadzonej w Święto Niepodległości blokady zorganizowanego przez Młodzież Wszechpolską i Obóz Narodowo-Radykalny Marszu Niepodległości.
Wśród uczestników był m.in. Seweryn Blumsztajn z „Gazety Stołecznej”, pomysłodawca „wygwizdania” uczestniczących w manifestacji narodowców. Oprócz pochwały licznego lewicowego towarzystwa zarzucił mu – czym mnie szczerze, pozytywnie zaskoczył – dokonywania także czynów karygodnych: wykorzystywania symboli komunistycznych, stosowanie przemocy i obrzucanie ONR-owców obelgami.
Terror politycznie przeciwskuteczny
Głos po byłym działaczu KOR zabrał Michał Sutowski z „Krytyki Politycznej”. Jako że wypowiedź Blumsztajna na portalu już obszernie cytowaliśmy, a Sutowskiego nie, przytoczę parę ciekawych fragmentów: - (...) Mimo tego, że w wielu kwestiach się pewnie z redaktorem Blumsztajnem różnimy to doceniam bardzo fakt, że choć uznaje takie zjawiska jak np. antifa za zjawiska problematyczne, to nie uznał go za zjawisko symetryczne. Mówię zupełnie serio. Doceniam, to jest bardzo ważne. Ale nie, chodzi o to, że to nie jest zjawisko symetryczne... że to jest jednak coś innego, że to jest problem, ale pan nie mówi jak większość mediów mainstreamowych w Polsce, że to jest w zasadzie to samo. Znaczy, że „faszyści z lewa, faszyści z prawa”. Czyli, jak rozumiem, pan czegoś takiego nie mówi i potraktował pan jednak mimo wszystko sprawę... z sympatią. Tak zrozumiałem pana wypowiedź i za to dziękuję.
I dalej: - Jako lewica czujemy się... jako reprezentant Krytyki Politycznej czuję się trochę wywołany do tablicy w kwestii terroru i Związku Radzieckiego. To jest oczywiście temat na bardzo długą dyskusję, ale chciałbym zapewnić, że jakkolwiek nie łączymy tych dwóch kwestii, to znaczy: Czerwonych Brygad i Związku Radzieckiego, to nie jest… takie same zjawisko - oba traktujemy negatywnie i oba traktujemy jako ważny motyw do przemyślenia. Szczególnie zaś - może nawet bardziej niż Związek Radziecki - właśnie terror, to znaczy takie zjawiska jak wspomniane Czerwone Brygady, czy Baader-Meinhof - to jest bardzo ważne zjawisko historyczne, które lewica musi przerobić intelektualnie i zrozumieć źródła klęski tych zjawisk, a nawet nie klęski, tylko pewnej przeciwskuteczności politycznej...
O bojówkarzach ze zrozumieniem
Krótko mówiąc, publicysta „Krytyki Politycznej” nie widzi w grupach bandytów, którzy biegają po mieście, by bić neonazistów i ludzi im takowych przypominających, zjawiska „symetrycznego” do coraz mniej licznej i głośnej subkultury skinów. Lewicowych bandytów, którzy w Niemczech (u nas na szczęście, jeszcze nie) urządzają gigantyczne burdy z okazji 1 maja, należy jego zdaniem traktować z „sympatią”. Prawdopodobnie zresztą, jak lewackich terrorystów z Czerwonych Brygad i Frakcji Czerwonej Armii, których zbrodnią nie było to, że wysadzali w powietrze i mordowali za pomocą pistoletu Bogu ducha winnych ludzi, ale to, że byli „politycznie przeciwskuteczni”. Krótko mówiąc – ich problemem nie było to, że chcieli wywrócić społeczeństwo do góry nogami za pomocą materiałów wybuchowych, ale to, że im się nie udało.
Antify broniła także ulubienica mainstreamu, Kazimiera Szczuka. - Niestety, kiedy się działa na ulicy, ruch antyfaszystowski, Antifa, to niestety, ale czasami robi się to metodami bezpośredniego starcia – wyrażała się ze zrozumieniem czołowa polska feministka.
Oddzielić „normalnych” lewicowców od szkodników
Te słowa, wypowiadane podczas pół zamkniętego spotkania przedstawicieli skrajnej lewicy budzą grozę. Tym bardziej, jeśli uświadomimy sobie, że takie poglądy wyznają ludzie, którzy często goszczą na łamach różnorakich pism (nie tylko komunistycznych zinów), zapraszani są jako eksperci do programów telewizyjnych i biorą udział w akademickich debatach. I nierzadko także te poglądy wypowiadają.
Nie uważam, by należało lewicę wykluczać z dyskursu publicznego. Jednak należy zrobić to, co się lewicowcom (podobnie jak i często prawicowcom) bardzo nie podoba, mianowicie oddzielić „normalnych” zwolenników idei socjaldemokratycznych, socjalistycznych czy anarchistycznych od zwyczajnych szkodników, którzy do dysputy niczego nie wnoszą, jednocześnie wyrażając się z atencją o bandytach i mordercach. I przestać ich po prostu traktować jako ludzi godnych wypowiadania się w ważnych kwestiach, dopóki od swoich niebezpiecznych poglądów się nie odetną.
Stefan Sękowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

