Co najmniej 17 osób zginęło, a ponad 27 zostało rannych w wyniku wybuchu bomby w południowo-wschodniej Turcji. O przeprowadzenie ataku podejrzewani są kurdyjscy bojownicy - podaje washingtonpost.com.

Samochód pułapka eksplodował przy komisariacie w Hakkari, miasta położonego 77 km od granicy irackiej - podała armia turecka w oświadczeniu.

Nikt nie przyznał się do odpowiedzialności za atak. Armia turecka podejrzewa, że za zamachem stoją bojownicy Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) .

"Rano o 9:45 członkowie, separatystycznych terrorystycznych organizacji przeprowadzili atak" – poinformowało w komunikacie wojsko.

 

Armia turecka rozpoczęła operację mająca na celu odnalezienie osób odpowiedzialnych za atak.

PKK to jeden z głównych wrogów Turcji. Władze uważają PKK za organizację terrorystyczną. Odkąd rok temu załamały się rozmowy pokojowe z tureckim rządem, tureckie siły bezpieczeństwa prowadzą operację wymierzoną w bojowników tej organizacji. Niemal codziennie dochodzi do walk z siłami bezpieczeństwa - podaje washingtonpost.com.

W ostatnich miesiącach PKK przeprowadziła serię ataków na cele policyjne i wojskowe. Ile jeszcze ludzi musi zginąć aby polityce w końcu się opamiętali? Miejmy nadzieję, że jeszcze nie wyjaśniona do końca sprawa wkrótce zostanie załatwiona i podobne zagrożenia zostaną zminimalizowane do mininimum.

 

TZW/niezależna/Fronda