Kuriozalnego wywiadu łódzkiej „Gazecie Wyborczej” udzieliła Magdalena Tulli, pisarka, autorka "Włoskich szpilek", pierwsza laureatka Nagrody Literackiej im. Juliana Tuwima. W rozmowie z Igorem Rakowskim-Kłosem pisarka porusza temat narodowców, wykrzykiwanych przez nich haseł i organizowanych pochodów.
„Każdą krzywdę człowiek potrafi w końcu wybaczyć, ale poniżenia nie. Niektórzy ludzie wierzą, że poniżanie innych pomoże im odzyskać godność, którą im odebrano. Ja to rozumiem, bo też chodziłam do takich szkół, też mnie ponosi, kiedy myślę o Jałcie. Ale to lekarstwo nie działa. Poniżając innych, stawia się pomniki własnemu poniżeniu. To nikogo nie wyzwoli” - przekonuje Tulli.
Z pewnym dystansem pisarka odnosi się do zakorzenionego w polskiej tradycji imperatywu oddawania życia za Ojczyznę. „Mają walczyć do śmierci. Zwycięstwo w tej tradycji nie jest wymagane. Kto się trzęsie nad swoim życiem, zanim je odda, będzie skreślony. "Katechizm polskiego dziecka" kończy się słowami: "Coś jej winien? - Oddać życie". Nie jest tak, że oddasz życie za Ojczyznę, jeśli chcesz. Jesteś je winien” - mówi Tulli tłumacząc, że bierze się to stąd, w jaki sposób Polacy byli traktowani. O Niemcach pisarka opowiada, że oni naprawdę uwierzyli, że są „dobrymi, dzielnymi ludźmi, kiedy likwidują obcych w imię wyższych celów. Że są w porządku, kiedy się nie roztkliwiają nad szkodnikami”.
I teraz najbardziej wstrząsający wątek wywiadu – rozmowa o Danucie Siedzikównej, której portrety noszą na marszach narodowcy, a ich liderzy przekonują, że „Inka” powinna być wzorem dla młodych Polek. „Nastolatki mają utożsamiać się z dziewczyną, która nie mogła się uczyć i bawić, tylko zmuszona była mieszkać w lesie i umykać obławom NKWD, a jej największym dokonaniem jest śmierć? To życie zmarnowane, a nie godne naśladowania” - pyta, a raczej stwierdza Igor Rakowski-Kłos.
Co na to Tulli? „Zdarza się czasem, że trzeba umrzeć, ale nie powinniśmy się tym niezdrowo podniecać. Podniecanie się tym, że zginęła z okrzykiem na ustach, ma w sobie coś dwuznacznego. Możemy się martwić, że została zamordowana, możemy współczuć, możemy szanować wybór, ale ekscytować się? Hitlerowscy zbrodniarze skazani na śmierć też ginęli z okrzykiem "Heil Hitler" – odpowiada pisarka, stawiając praktycznie na równi "Inkę" z hitlerowcami. Ale czy to powinno kogoś dziwić, skoro na łamach tej samej gazety Żołnierze Wyklęci regularnie nazywani są faszystami?
Beb/Lodz.gazeta.pl
