Zdaniem gazety, władze UKSW odwołały konferencję z udziałem Camerona nie pod presją prasy, lecz po zapoznaniu się z poglądami Camerona. Szkoda tylko, że same władze UKSW tego nie wiedzą, bo mówią coś dokładnie przeciwnego. Profesor Cameron ma pojawić się z wykładem także w Lublinie. "Dziennik" postanowił więc zadziałać prewencyjnie i sprawdzić, czy władze uczelni są świadome poglądów Camerona. - Nie znam poglądów tego pana, a władze uczelni nie będą interweniować "na wszelki wypadek" - mówi "Dziennikowi" Beata Górka, rzeczniczka uczelni.

Dziennikarze się jednak nie zniechęcają i poszukują kolejnego argumentu do szantażu. "Pod koniec marca w auli KUL-u z wykładami wystąpił Wojciech Cejrowski. Podróżnik stwierdził wtedy, że geje budzą jego obrzydzenie i nawoływał studentów do wytykania ich palcami. Ten wykład wywołał oburzenie opinii publicznej, więc tym bardziej dziwi, że uczelnia finansowana ze środków publicznych decyduje się na wystąpienie kolejnego homofoba" - pisze "Dziennik".

- Temat debaty to 'Homoseksualizm - choroba, czy orientacja seksualna?'. Na końcu jest znak zapytania, więc to nie oznacza, że Cameron z góry zakłada, że homoseksualizm to choroba – mówi "Dziennikowi" Beata Górka. - Każdy ma prawo do głoszenia swoich poglądów – twierdzi rzeczniczka. Na końcu zdesperowany "Dziennik" sięga już po absurdalne działo i pyta rzeczniczkę o to, czy gdyby ktoś wystąpił z wykładem o słuszności zabijania Żydów przez Hitlera, nadal broniłaby wolności poglądów. Oto jakie chwyty retoryczne sprawiają redaktorom "Dziennika" intelektualną satysfakcję. Czy KUL przeciwstawi się naporowi żołnierzy politycznej poprawności?

 

JaLu/DZ

 

List studenta UKSW do redakcji portalu Fronda.pl:

Byłem Dzisiaj na konferencji naukowej dr Camerona. Przeczytałem też na waszym portalu następujące zdanie: - Zdaniem "Dziennika", władze UKSW nie pod presją prasy, lecz po zapoznaniu się z poglądami Camerona odwołały z nim spotkanie."

Jestem studentem UKSW i miałem okazję przygotowywać kiedyś sympozjum naukowe. Na naszej uczelni wygląda to tak, że władze chcą dokładnie wiedzieć kto i dlaczego jest zaproszony. Nie ma możliwości zaproszenia kogoś, kto pozostawałby w niełasce władz uczelni, a co więcej nie ma szans na wystąpienie osoby, co do której władze miałyby jakiekolwiek zastrzeżenia. Lista gości wraz z proponowanym planem spotkania musi trafić na biurko władz i dopiero po zatwierdzeniu można zabrać się za przygotowywanie właściwego spotkania. Tym razem nie mogło być inaczej, dlatego śmieszy mnie wyssane z palca tłumaczenie "Dziennika".

Pamiętam aferę, jaka wybuchła w chwili, kiedy koło naukowe zaprosiło na konferencję Katarzynę Figurę. Pamiętam wściekłość władz i strach organizatorów. Ostatecznie pani Figura nie przyjechała, a sprawa rozeszła się po kościach, jednak od tej chwili każdy gość, który w murach UKSW ma wygłosić referat, wykład, czy brać udział w panelu dyskusyjnym jest dokładnie prześwietlany. Jeśli natomiast prawdą jest (w co szczerze wątpię) "rewelacja" podawana przez "Dziennik", to tym gorzej świadczy to o władzach uczelni, które nie znają czołowego eksperta w dziedzinie homoseksualizmu na świecie.

Michał, student UKSW.

(Nazwisko do wiadomości redakcji).

 

Ważne lektury:

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »