I nie jest to żart. Do takich wniosków doszedł Mariusz Zawadzki w tekście, w którym bronił Baracka Obamy przed zarzutami Marka Magierskiego o żenujące zachowanie na pogrzebie Nelsona Mandeli. I właśnie t obrona przekształciła się w wielką apoteozę żartów, tańców, hulanek i swawoli na pogrzebach. Szczególnie znanych ludzi.
„Co było „żenującego”, panie Marku, albo w jakikolwiek sposób niestosownego w wesołości Obamy i innych na pogrzebie Mandeli? Przecież to była bardzo radosna uroczystość! Chowano człowieka, który osiągnął wszystko, co chciał, a nawet dużo więcej. (...)Czym tu się smucić? Że umarł? Wszyscy kiedyś umrzemy. Oczywiście, można się zadumać nad przemijaniem, ulotnością życia itp. Ale płacz i rozpacz wypada zachować na lepsze okazje, np. na pogrzeby dzieci albo dorosłych umierających za wcześnie, po ciężkich chorobach, w strasznych cierpieniach, z poczuciem przegranego życia czy niespełnionymi marzeniami. Nad trumną Mandeli należało się śmiać razem z innymi i pstrykać fotki” - oznajmił Zawadzki.
I dzięki niemu już wiem, jak trzeba się zachowywać na pogrzebach znanych, a starszych ludzi związanych z „Gazetą Wyborczą”. Ciekawe, tylko, że do tej rady nie zastosowano się na pogrzebie Tadeusza Mazowieckiego. Ale nie ulega dla mnie wątpliwości, że kiedy kiedyś (oby jak najpóźniej i w jak najbardziej dojrzałym wieku) odejdzie Adam Michnik, to jego dziennikarze i apologeci będą na pogrzebie „śmiać się razem z innymi i pstrykać sobie fotki”.
Tomasz P. Terlikowski
