„Biblię przestańmy więc może nazywać "Pismem Świętym", a zacznijmy nazywać "Mitologią chrześcijańską", to przecież nie mniej pouczająca lektura niż "Mity greckie", którymi się kiedyś zaczytywaliśmy jako wspaniałymi opowieściami, nie wierząc przy tym w te wszystkie historie o Zeusie czy Hermesie” - przekonuje Varga w tekście „My, ateiści”.



Ale nie jest to najmocniejszy element polityki redakcyjnej „GW”. Polemikę z Vargą podejmuje bowiem narkoman, który zapewnia, że nawrócił się na chrześcijaństwo (konkretniej na luteranizm) pod wpływem marihuany i LSD. „40 lat temu, w Anglii, przez jakiś czas sam eksperymentowałem z miękkimi narkotykami takimi jak marihuana i LSD. Dość szybko zdałem sobie sprawę z tego, że słowo "narkotyk" błędnie oddaje właściwości tych substancji. Z całą pewnością możemy uznać alkohol za narkotyk - coś, co otępia umysł i sprawia, że mówimy i zachowujemy się idiotycznie.  Marihuana i LSD dają wprost przeciwny efekt. Pozwalają na zdobycie zupełnie nowego doświadczenia, które byłoby niemożliwe przy normalnym racjonalnym sposobie postrzegania rzeczywistości. Kolory, wspomnienia, idee stają się wyraźniejsze, bardziej intensywne. Stajemy się bardziej kreatywni, słuchamy muzyki na zupełnie innym poziomie. Muzycy tacy jak Beatlesi starali się zawrzeć własne doświadczenia z takimi substancjami w muzyce, którą tworzyli (Strawberry Fields Forever, A Day In The Life, Lucy In The Sky With Diamonds). W moim przypadku pojawił się dodatkowy element - stałem się religijny i na nowo odkryłem wiarę z czasów dzieciństwa na zupełnie innym poziomie. Zacząłem czytać literaturę mistyczną, na przykład dzieła Św. Jana od Krzyża, Mistrza Eckharta lub nieznanego autora traktatu Teologia Germanica, co w końcu zainspirowało mnie do napisania pracy doktorskiej doktorskiej na temat twórczości Eckharta” - przekonuje Harry Irrgang, luteranin. A dalej snuje swoje narkotyczne rozważania na temat strumieni świadomości, percepcji i innych „wizji”, które mają być dowodem na to, że ateizm może zostać sfalsyfikowany.


I szczerze mówiąc, jeśli miałbym wybierać między „narko-chrześcijaństwem” Irrganga i dość głupim ateizmem Vargi, to jednak wybrałbym Vargę. Na szczęście chrześcijaństwo nie ma nic wspólnego z majaczeniami „luteranina” Irrganga. I dlatego wybieram właśnie je.



Tomasz P. Terlikowski