Andrzej Dziadzio, profesor prawa z Uniwersytetu Jagiellońskiego, mówi w rozmowie z "Rzeczpospolitą" o zmianach w Trybunale Konstytucyjnym. Przypomina, że geneza samej idei TK była czysto polityczna: Wymyślili go w XIX wieku liberałowie po to tylko, by po przegranych wyborach móc blokować zmiany wprowadzane przez ich przeciwników politycznych.
Profesor pytany, czy także polskiemu ustawodawcy przyświecała podobna myśl, wskazuje, że to bardzo prawdopodobne. O ile junta gen. Jaruzelskiego tworząc TK raczej o tym nie myślała, bo ówczesny TK był inny, to jednak w przypadku twórców konstytucji 1997 roku może być inaczej:
"Obecną wysoką pozycję ustrojową Trybunał otrzymał dopiero w konstytucji z 1997 r., uzyskując jako ustawodawca negatywny władzę kształtowania polityki państwa. I w tym przypadku odpowiedź może być już mniej przecząca, gdy przypomni się fakt, że wtedy na scenie politycznej dominowała postkomunistyczna lewica i to właśnie z jej walnym udziałem doszło do opracowania konstytucji. Czy zatem demokracja konstytucyjna, z jaką mamy dzisiaj do czynienia i na straży której stoi właśnie TK, w zamyśle jej twórców miała wykluczyć inny model demokratycznego państwa niż liberalno-lewicowa jego wizja – to pytanie pozostaje otwarte. Skłonny byłbym jednak przyznać rację tym, którzy uważają, że obecny model ustrojowy się wyczerpał i pora przystąpić do prac nad nową konstytucją" - powiedział prof. Andrzej Diadzio.
Profesor wyjaśnia też, że decyzja Platformy Obywatelskiej o wybraniu dwóch sędziów "awansem" to był całkowity absurd. Uczony nie rozumie, dlaczego prezes TK Andrzej Rzepliński nie użył wtedy swojego prawniczego autorytetu, by taką parodię prawną zablokować.
"Odebranie konkurentom politycznym wpływu na obsadę TK było wspólnym celem wszystkich sił, które nie chciały dopuścić prawicy do władzy. Myślę, że zakładały, że po wyborach powstanie blok zdolny się jej przeciwstawić i uda się skłonić prezydenta do przyjęcia ślubowania od wybranych pięciu sędziów. Wtedy TK, badając niezgodność art. 137 ustawy z ustawą zasadniczą musiałby umorzyć sprawę ze względu na utratę mocy obowiązującej przepisu, i wybrani sędziowie mogliby spokojnie orzekać" - tłumaczy profesor.
Zdaniem uczonego prawnika nie ma też żadnego powodu, by dzielić sędziów wybranych przez PO na trzech wybranych dobrze, a dwóch źle. "Jeśli TK w wyroku zróżnicował ich sytuację prawną, to przekroczył zakres właściwości [...]. Tego nie mógł zrobić, bo jest sądem prawa, a nie faktów. Moim zdaniem trójka osób wybranych na stanowisko sędziego TK nie ma statusu sędziów w pełnym znaczeniu tego słowa, jak chce TK, bo ich wybór dotknięty był wadami prawnym i proceduralnymi" - powiedział.
Zdaniem profesora domaganie się od prezydenta Andrzeja Dudy, by przyjął ślubowanie od trójki sędziów wybranych przez PO, jest niezgodne z prawem. "Takie żądanie formułowane pod adresem prezydenta jest całkowicie bezpodstawne i w rzeczywistości jest podżeganiem, że użyję mocnego słowa, do złamania konstytucji" - powiedział.
"Niestety, coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że TK naruszył standard rzetelności i bezstronności, jaki powinien cechować jego orzecznictwo [...]. Nurtuje mnie pytanie o motywacje sędziów TK" - stwierdził prof. Dziadzio.
wbw/rzeczpospolita.pl
