"oto właśnie "Wiosna Kościoła" i "Odnowa posoborowa".... tak to jest jak odrzuca się niezmienne Tradycyjne Magisterium, Sakramenty, Dyscyplinę, itp... a postępuje się wg. "ducha soboru".... ...i co ludziska. Lefevrystów piętnuje się i prześladuje, za ich wierność niezmiennemu nauczaniu, a gdy cały "kościół" niemiecki "zwisa" ku piekłu.... ciszsza. ...bo przecież oni przyjmuja cały sobór... no nie? :) (smacznego)" Czy problemem Kościoła są rzeczywiście lefebrysci,a co z sytuacja w Niemczech,c o z zakonnicami w USA?? - pisze jeden z czytelników Portalu Poświęconego.

 

W podobnym tonie były utrzymane inne wiadomości, jakie otrzymałem po publikacji artykułu "Co się dzieje z niemieckim Kościołem?". I chociaż nie można negować oporów wielu piusowców przed ostatecznym uregulowaniem swojego statusu kanonicznego, warto zwrócić uwagę na niechęć również ze strony tzw. normalnych katolików, którzy w "lefebrystach" widzą uosobienie buntu, nieposłuszeństwa i cynicznego wykorzystywania dobroci Ojca Świętego. Taką opinię wyraża również znaczna część hierarchii Kościoła. "Lefebryści zachowują się jak Luter" - stwierdził niedawno przewodniczący Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan kard. Kurt Koch. Purpurat zwrócił uwagę, że dekret Vaticanum II "Unitatis redintegratio" ma swoje dogmatyczne źródło w Konstytucji o Kościele "Lumen gentium" i nie może być przez wiernych traktowany w sposób marginalny.

 

Jak w takim razie skomentować postawę zakonnic w USA, które notorycznie odrzucają naukę Kościoła o homoseksualizmie, aborcji czy antykoncepcji? I nie chodzi bynajmniej o amerykański odpowiednik polskich betanek, ale Konferencję Zakonów Żeńskich w USA, która obejmuje zdecydowaną większość zgromadzeń (według statystyk należy do niej aż 80 proc. amerykańskich sióstr). Nic więc dziwnego, że 18 kwietnia br. Watykan wezwał zakonnice do przeprowadzenia reform, które położyłyby kres odstępstwom od doktryny Kościoła w takich kwestiach, jak aborcja, eutanazja, święcenia kobiet czy homoseksualizm. Efekt? Groźba ze strony Konferencji Zakonów Żeńskich, której ustępująca prezydent (a może lepiej: prezydentka?) siostra Pat Farrell oświadczyła, że zakonnice będą uczestniczyły w dialogu z Watykanem tak długo jak to możliwe, ale jeśli ich zrzeszenie będzie „zmuszone do sprzeniewierzenia się integralności swej misji”, siostry podobnie zasiądą do debaty. Czyli Watykan swoje, a zakonnice swoje. "Sprzecznością jest radykalne pójście za Chrystusem i równoczesne opieranie się woli Ojca Świętego" - skomentował postawę zbuntowanych sióstr prefekt Trybunału Sygnatury Apostolskiej kard. Raymond Burke. Końca tej patowej sytuacji jednak nie widać.

 

Równie trudnym orzechem do zgryzienia jest postawa świeckich katolików w Austrii i Niemczech, którzy chęć "spełniania się w Kościele", przedkładają ponad dobro wspólnoty, której chcą służyć. O ile "fochy" nadgorliwych parafian byłyby do zniesienia, tak uniemożliwianie konserwatywnym duchownym pełnienia posługi przez wiernych, paraliżuje życie Kościoła niemal w zarodku. Dobrym obrazem takiej - dosyć powszechnej - postawy jest jeden z bohaterów reportażu Deutsche Welle - 64-letni Adalbert Duhr z Nieder-Olm, którego wspólnota parafialna angażuje się nie tylko w akcje charytatywne, ale również liturgię. Mężczyzna wcale nie kryje się z tym, że głosi poglądy sprzeczne z katolicyzmem, ale przed dokonaniem apostazji powstrzymuje go wyłącznie możliwość "reformowania" Kościoła od środka.

 

Tyle, że wspomniane problemy znajdują się na marginesie debaty o posłuszeństwie w Kościele. Numerem jeden w takiej dyskusji pozostaje problem Bractwa Św. Piusa X. Oczywiście nie można zaprzeczyć, że postawa wielu duchownych tego zgromadzenia wyklucza możliwość dialogu. Sam słyszałem, gdy pewien ksiądz mówił o "brudzie, który spływa z papieża na biskupów, a potem na kapłanów". Tyle, że to właśnie ci źli, nieprzejdnani lefebryści często są bliżej katolicyzmu, niż środowiska tzw. liberalnych katolików, gotowych zanegować naukę Kościoła, byle tylko "ich było na wierzchu".

 

I tak, gdy na Zachodzie wymierają parafie, ośrodki skupione wokół FSSPX tętnią życiem. Bo właśnie w nich przeciętny katolik dostrzega normalność, ktorej nie widzi w opustoszałych kościołach diecezjalnych, których proboszczowie chcą być bardziej świeccy od świeckich (tylko po co?). Może warto wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski?

 

Aleksander Majewski