Na nagraniu Luo Yan Qua opowiada o praktyce chińskich władz wobec ciężarnych kobiet. 10 października urzędnicy planowania rodziny wtargnęli do domu młodego małżeństwa i siłą zabrali kobietę, będącą w ósmym miesiącu ciąży. Luo poszukując swojej żony trafił do miejsca, gdzie okazało się, że jest przetrzymywana w odosobnieniu. Urzędnik zakomunikował mu, że musi wyrazić zgodę na aborcję syna, zgodnie z tzw. polityką jednego dziecka. Luo odmówił zabicia własnego dziecka. Urzędnicy dali mu jeden dzień do namysłu. Gdy następnego dnia, żona nie odbierała telefonu, Luo udał się miejsca, gdzie była przetrzymywana.
– Wokół mojej żony – opowiada z wyraźnym przejęciem – było pełno ludzi. Trzymali ją za ręce, głowę i kopali po brzuchu. Nie wiem, czy chcieli w ten sposób wywołać u niej poronienie, zarówno wtedy, jak i później. Jej ręce, nogi i szyja były całe poranione. Byłem wściekły. Powiedziałem im: „Nie daliście nam nawet szansy porozmawiać o innym rozwiązaniu”. Krzyczałem: „Jak możecie ją bić?” Przez resztę dnia nie miałem żadnych wiadomości. Luo dowiedział się później, że ich dziecko zostało uśmiercone po podaniu zastrzyku z trucizny. Żona do tej pory nie powróciła do domu. Przebywa w szpitalu i mężczyzna nie ma z nią żadnego kontaktu. W domu dziewięcioletnia córka ciągle dopytuje się o mamę. Wiedziała, że ma się jej urodzić braciszek. Luo nie wie, jak jej wytłumaczy to co się stało. Próbował kontaktować się z policją i szukać pomocy u adwokatów oraz przedstawicieli mediów, chcąc nagłośnić sprawę. Wszyscy jednak odmówili pomocy.
Jak podaje organizacja „All Girls Allowed”, w Chinach w wyniku stosowania od trzydziestu lat tzw. polityki jednego dziecka codziennie uśmierca się, wg oficjalnych statystyk, 35 tys. dzieci poczętych. Średnio jedno dziecko ginie co 2.5 sekundy.
Ł.A/ PiotrSkarga.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

