Polaku, broń się! - zdaje się wołać minister Zbigniew Ziobro. Szef resortu sprawiedliwości chce poprawić podejście sądów do ludzi, którzy bronili się przed napaścią na przykład we własnym domu.

"Nie podlega karze, kto przekracza granice obrony koniecznej, odpierając zamach polegający na wdarciu się do mieszkania, lokalu, domu albo przylegającego do nich ogrodzonego terenu lub odpierając zamach poprzedzony wdarciem się do tych miejsc - chyba że przekroczenie granic obrony koniecznej było rażące" - brzmi nowy przepis, który zaproponowało ministerstwo Ziobry.

Dziś ten sam artykuł Kodeksu karnego ma brzmienie: "nie popełnia przestępstwa, kto w obronie koniecznej odpiera bezpośredni, bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem". To sprawia, że przy przekroczeniu granic obrony koniecznej, sąd może orzec o winie napastowanego. Zbigniew Ziobro chce, by było inaczej i by człowiek broniący się przed atakiem nie narażał się zarazem na represje prawne.

"Prawo ma stać po stronie obywatela i chronić uczciwych ludzi, a nie bandytę, wtedy, gdy dopuszcza się on zamachu" - deklarował jeszcze w kwietniu minister, zapowiadając reformę. "Osoby skutecznie broniące się były traktowane niczym przestępca, a czasami znajdowały się w sytuacji gorszej niż napastnik" - oskarżał Ziobro.

Czy teraz to się zmieni? Pokaże czas. Przepisy nie są przecież doskonale precyzyjne, a ocena tego, czym jest "rażące przekroczenie" granic obrony koniecznej będzie wciąż w gestii sądu. To nie warunki amerykańskie, gdzie napastnika można zastrzelić - i basta...

mod/rzeczpospolita, fronda.pl