Już pierwsze strony tej książki podnoszą włosy na głowie. Flynn ma talent do pokazywania rzeczy istotnych, które nieustannie nam uciekają. Zaczyna od przypomnienia, jak Anioł Pokoju ukazał się trójce dzieci w Fatimie i za trzecim razem przybył do nich z Eucharystią. „Zawiesiwszy Hostię i kielich mszalny w powietrzu, sam pochyla się do ziemi, dotykając jej czołem i każe dzieciom powtórzyć trzy razy następującą modlitwę: «Przenajświętsza Trójco, Ojcze, Synu, Duchu Święty, wielbię Cię z najgłębszą czcią i ofiaruję Ci przenajdroższe Ciało, Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego we wszystkich tabernakulach świata, jako przebłaganie za zniewagi, świętokradztwa i obojętność, którymi jest obrażany. A przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi błagam Cię o nawrócenie biednych grzeszników»” – opisuje scenę Flynn, a dalej uderza mocno w naszą osobistą pobożność. „Anioł pochyla się do ziemi! My zaś stoimy w kolejce z rozproszoną uwagą, podchodzimy i przyjmujemy Komunię, wracamy do swoich ławek i do zwyczajnych spraw, myśląc o meczu piłki nożnej albo o rachunkach, które musimy zapłacić, albo o tym, co będziemy robić po mszy” – zauważa.


I już tylko ta scena wymusza głęboki, pełny i szczery rachunek sumienia. Rachunek, który każe również postawić pytanie o to, czy Eucharystia w nas rzeczywiście działa. Czy jesteśmy otwarci na obecność Boga w nas, czy zyskujemy wielkie dary związane z Eucharystią czy też przyjmujemy własne potępienie. „Jeśli w chwili, gdy przyjmuję Komunię, nie pragnę tej szczególnej sakramentalnej jedności z Chrystusem i nie próbuję pozbyć się wszystkiego w moim umyśle i sercu, co ją blokuje, nie zyskuję żadnego sakramentalnego skutku, którego pragnie dla mnie Chrystus. Wciąż przyjmuję sakrament, lecz nie dostaję żadnego jego skutku” – wskazuje Flynn. A może być jeszcze gorzej, o czym przypominali ojcowie soboru trydenckiego, także cytowani przez amerykańskiego teologa. „Za żadną zbrodnię nie ma większej kary, jakiej należy obawiać się od Boga, niż za bezbożne lub niereligijne korzystanie przez wiernych z tego, co… zawiera samego Autora i Źródło świętości” – głosi traktat „De Eucharystia”.


Ale ostrzeżenia, wezwanie do rachunku sumienia nie wyczerpuje treści tej książki. Flynn pokazuje w niej również, czym jest Eucharystia i jak wielką jest tajemnicą. Msza święta jest uczestnictwem w realnym wydarzeniu, jakim jest ofiara krzyżowa Jezusa Chrystusa. Nie jest tak – przypomina autor – że to było wydarzenie, które przeminęło. Dla Boga nie ma czasu i Ofiara trwa. A my uczestnicząc w Mszy uczestniczymy także w Ofierze. Żywej, a nie symbolicznej. „… przewodniczący Ofierze eucharystycznej kapłan nie dokonuje niczego nowego, lecz raczej przez jego posługę, raz na zawsze dokonana ofiara Krzyża, która jest zawsze obecna przez Ojcem w niebie, jest teraz uobecniana w naszym czasie i miejscu” – zauważa teolog. I uzupełnia: „siedzimy w swoim kościele parafialnym, zamknięci w granicach swojego czasu i miejsca, myśląc, że łączymy się ze swoim księdzem w odprawianiu własnej konkretnej Mszy. Jednak w rzeczywistości Chrystus zaprasza nas do wejścia poza zasłonę, aby to On mógł nas unieść poza czas w wieczne teraz, do samego sanktuarium nieba, gdzie wprowadza nas w obecność Ojca”.


I wreszcie kwestia ostatnia, choć dla Polaków szczególnie ważna. Otóż Flynn, choć jest Amerykaninem, posługuje się do wyjaśniania tajemnicy Eucharystii Polakami. Jego mistrzami – poza Włochem ojcem Pio – są bowiem św. Faustyna Kowalska i św. Maksymilian Maria Kolbe. A fragmenty, które wybiera, pokazują głębię myśli naszych mistyków. Głębię, która mocno kontrastuje z naszymi własnymi opiniami o tym, że Polska nie wydała wybitnych postaci, i że jest zacofana teologicznie. I także dlatego, by to zrozumieć, warto przeczytać tę książkę.


Tomasz P. Terlikowski

V. Flynn, 7 Tajemnic Eucharystii, tłum. P. Kopycki, Wydawnictwo Polwen, Radom 2011, ss. 152.