Nie wiem jak Państwo, ale ja uwielbiam odpocząć od poważnej lektury i stosu gazet, oglądając mało skomplikowane historię. Jak na ekranie widzę jeszcze swoich ulubionych bohaterów, którzy zwą się „Thor”, „Iron Man” czy „Kapitan Ameryka” to jestem więcej niż szczęśliwy. Oczywiście moim ukochanym superbohaterem jest Jezus Chrystus, ale warto czasami oderwać się od katolickiej rzeczywistości i zatopić się w „kseru z ksera”. Obecne lato da nam więc kilka perełek, które pozwolą na odpoczynek po wytężonym tygodniu pracy. Pisałem niedawno o najnowszej części przygód „Batmana”. Nie zamierzam powtarzać zachwytów nad „Mroczny rycerz powstaje” i przejdę od razu do nowego „Spidermana”. "Niesamowity Spider-Man" trafi na polskie ekrany 4 lipca. W poprzednich filmach nierównanego Sama Raimi ( „Martwe Zło”) w człowieka pająka wcielał się Tobey Maguire. U Marca Webba postać tę zagrał Andrew Garfield. Tym razem obserwujemy jak Peter Parker jest obiektem kpin w przedszkolu i jak staje się powoli superbohaterem. Krytycy zgodnie chwalą film i przekonują, że jest głębszy niż filmy Raimiego. Znając reżysera nowego filmu o Spidermanie, który wsławił się świetnymi kameralnymi filmami można wierzyć krytykom. Trzeba jednak samemu się przekonać jaki jest nowy Parker. Jedno jest pewne. Skopie kilka zadków i pobalansuje na pajęczynie w 3D.
Z innych ciekawych propozycji należy odnotować komediodramat "Magic Mike", znakomitego reżysera Stevena Soderbergha. Tym razem twórca „Traffic” przedstawia nam opowieść o młodych mężczyznach, którzy zarabiają jako striptizerzy. Film oparto na wspomnieniach popularnego amerykańskiego aktora młodego pokolenia, Channinga Tatuma. W obsadzie, obok samego Tatuma- Matthew McConaughey, którego oglądaliśmy niedawno w niedocenionym, ale świetnym „Prawniku z Lincolna”.
Wielki spektakl przygotował dla nas twórca „Obcego” i „Gladiator” Ridley Scott ( ja mam słabość jeszcze do jego brata Tonego, który robi genialne filmy akcji). "Prometeusz" łączący elementy filmów science fiction, kina akcji i horroru już namieszał w USA. W nowym filmie twórcy ""Łowcy androidów" grają m.in. Michael Fassbender, Noomi Rapace, Charlize Theron, Guy Pearce oraz czarnoskóry gwiazdor najlepszego serialu policyjnego dekady Idris Elba. Film opowiada o naukowcach, którzy docierają do najmroczniejszych zakątków wszechświata. Tam odkrywają istoty, które uznają za twórców ludzkiego gatunku, za bogów. Ekspedycja zamienia się w rzeź. ."Prometeusz" jest niczym prequel "Obcego". Inspiracją dla scenariusza była historia Prometeusza, który ukradł bogom ogień i przekazał go ludziom, za co został surowo ukarany" – mówił Ridley Scott. Fani „Obcego” i „Łowcy Androidów” mogą czuć już ciarki na plecach.
Kolejnym wielkim hitem lata będzie obraz "Niezniszczalni 2". Obsada robi piorunujące wrażenia i przebija to co widzieliśmy w oryginale. W filmie wystąpili: Sylvester Stallone, Arnold Schwarzenegger, Bruce Willis, Chuck Norris, Jean-Claude Van Damme i Jet Li. Po tym, jak jeden z tytułowych Niezniszczalnych zostanie zamordowany, towarzysze postanowią go pomścić. W 2010 roku Stallone zaskoczył wszystkich swoim filmem „Niezniszczalni”, w którym obsadził takie legendy kina lat 80-tych jak Dolph Lundgren, Jason Roberts, powracający do wielkiej formy Mickey Rourke czy (w epizodach) Arnold Schwarzenegger oraz Bruce Willis. Film o grupie komandosów, którzy jadą zrobić porządek w Ameryce Południowej okazał się wielkim hitem na całym świecie ( 275 milionów dolarów wpływów) i pokazał, że publiczność nie zapomniała o swoich idolach z młodości. Teraz Sly, który z powodzeniem wskrzesił Johna Rambo i Rockiego Balboa sięgnął po inne zapomniane gwiazdy kina lat 80-tych. Oglądając trailer „Niezniszczalnych 2” można być pewnym, że będziemy mieli do czynienia z męską rozrywką w najlepszym tego słowa znaczeniu. Każdy dzieciak lat 90-tych wychowany na VHS-ach przeniesie się do lat młodości. Warto oderwać się od ulizanych metro seksualnych superbohaterów i zatopić się w historię 60 letnich karateków.
No i last but not least- nowy Woody Allen zapuka do nas 24 sierpnia. Jako niepoprawny fan Allena, który bezkrytycznie przyjmuje wszystkie jego filmy ( no może poza “Koniec z Hollywood”) i osoba, która jest zakochana we Włoszech, czekam na ten film z prawdziwą niecierpliwością. Allen od jakiegoś czasu krąży ze swoimi filmami po Europie, gdzie zrealizował Oscarowe „O północy w Paryżu” czy genialne „Vicki Cristina Barcelona” z piękną i zmysłową Penelope Cruz. Teraz hiszpańska muza Almodovara daje popis w jego pierwszym filmie nakręconym we Włoszech o znamiennym tytule „To Rome with love”. Mieszkańcy „buta” i włoscy krytycy oszaleli z zachwytu nad nową komedią twórcy arcydzieła „Annie Hall”. My będziemy mogli zobaczyć w filmie mieszankę humoru Allena ( w końcu wraca również jako aktor!) z ADHD Roberto Benignieniego.Można wyobrazić sobie piękniejsze połączenie? Nakręcona we Włoszech komedia o Amerykanach i Włochach przeżywających miłosne rozterki w Wiecznym Mieście nawiązywać ma do XIV-wiecznego "Dekameronu" Boccaccia. Podejrzewam, że nie wytrzymam i podczas mojego kolejnego pobytu na Sycylii obejrzę ten film w wersji włoskiej…nie muszę rozumieć wszystkiego by upajać się scenariuszem Allena…Będzie to znakomita odtrutka na mięsnie Sly’a i sieć pająka…
Łukasz Adamski

