Hanna Gronkiewicz-Waltz zaprosiła szefa Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa na wielki oficjalnie „proeuropejski” marsz, jaki ma się odbyć w Warszawie 7 maja. Zdaniem Marcina Wolskiego wielki antyrządowy zryw środowisk opozycyjnych, może się jednak okazać strzałem samobójczym.

Jak Pan ocenia zaproszenie Franza Timmermansa na marsz, który odbędzie się 7 maja w Warszawie?

Gdy się patrzy na ostatnie działania opozycji, na myśl przychodzi powiedzenie autorstwa Antoniego Słonimskiego „Tonący brzydko się chwyta”. Ponieważ wszystkie dotychczasowe próby podważenia pozycji PiS i linii, jaką realizuje obecna władza, nie odnoszą pożądanych skutków, chwytają się oni coraz bardziej rozpaczliwych i obrzydliwych metod. Spośród różnych osobistości europejskich pan Timmermans zachowywał się wobec nas wyjątkowo nieprzyjemnie i wyjątkowo stronniczo, trudno się więc dziwić, że opozycja zaprasza na swój marsz właśnie jego.

Czy prezydent Warszawy w ogóle ma prawo zapraszać do nas przedstawiciela Komisji Europejskiej?

Pani Hanna Gronkiewicz-Waltz wystosowując to zaproszenie, wyrywa się przed szereg. Takie zaproszenie mogłoby być wystosowane przez polskie władze, czy szefa delegacji do Parlamentu Europejskiego, ale nie przez prezydent Warszawy. Gdyby Gronkiewicz-Waltz zaprosiła na marsz np. prezydenta Brukseli, to byłby właściwy poziom, natomiast ona zaprasza kogoś nie ze swojej półki.

Jakie motywacje mogą kierować Hanną Gronkiewicz-Waltz?

Zachowanie Gronkiewicz-Waltz może wynikać z jej chęci wybicia się na liderkę Platformy Obywatelskiej. Mogła dostrzec taką możliwość w obliczu słabego przywództwa Schetyny i braku innych czytelnych liderów.

Planowana na 7 maja manifestacja ma zebrać różne środowiska. Skąd tak pełne rozmachu plany?

KOD złapał wyraźną zadyszkę. Można było w którymś momencie sądzić, że organizowane co weekend demonstracje będą cały czas gromadzić tysiące ludzi. Widać jednak, że Polska to nie Teheran z okresu rządów Homeiniego, kiedy na każdą kolejną demonstrację w tamtym kraju przychodziło dwa razy więcej ludzi, niż na poprzednią. W przypadku KOD-u po pierwszym efekcie świeżości demonstracje tak w Warszawie jak i w skali kraju zamierały. Stąd próba połączenia wielu środowisk i okazji, żeby uzyskać jakiś optyczny efekt, podczepiając KOD, paradę Schumanna i dodając tego zagranicznego gościa w postaci Timmermansa. Taki zabieg dowodzi nie tyle siły, ile słabości środowisk opozycyjnych.

W czym jeszcze przejawia się ta słabość?

Nie jestem w stanie zrozumieć niektórych działań opozycji. Powinni oni wiedzieć, że w rządzie istnieje pełna determinacja i nie uda się mimo rozpaczliwych wysiłków podzielić tego środowiska. Tymczasem cały czas trwają rozpaczliwe próby wbicia klina a to między prezesa i prezydenta, a to między prezesa i premiera. Z tych prób nic nie może wyniknąć, ponieważ trio rządzące Polską może się czasem ze sobą w pewnych kwestiach nie zgadzać, ale jest świadome celu, do którego dąży i jest zdeterminowane, by go zrealizować.

Los opozycji rysuje się więc raczej w czarnych barwach?

Opozycja powinna się nastawić na długi marsz, budować program i co pewien czas, jeżeli władzy ewidentnie coś nie wyjdzie, próbować kontrować. Tymczasem non stop strzela w próżnię, tylko osłabiając własny przekaz. Chyba, że opozycja jest tak słaba i świadoma tego, że będzie coraz słabsza, że mamy tu do czynienia z sytuacją, która czasem zdarza się podczas meczów piłkarskich, gdy wszyscy piłkarze łącznie z bramkarzem lecą pod bramkę przeciwnika, myśląc, że a nuż coś jeszcze uda się fuksem strzelić. Być może opozycja jest świadoma, że przyszłość, która ich czeka, jest bardzo kiepska to znaczy optymiści w tym środowisku twierdzą, że znajdą się pod progiem wyborczym, a pesymiści, że znajdą się pod celą. Toteż ta rozpaczliwa akcja pod bramką przeciwnika może się skończyć ustaleniem wyniku meczu na bardzo niekorzystny dla opozycji.   

Bardzo dziękuję za rozmowę

Rozmawiał MW