- Jestem osobą homoseksualną. Żyję w związku. Chciałam się zapytać, kiedy w Polsce będzie wprowadzona Ustawa o Związkach Partnerskich. A także, korzystając z obecności tak Ważnych Osobistości obecnych w tym miejscu, chciałam się dowiedzieć, jaki jest Pań stosunek do tej kwestii.

Słowa wypowiedziane przez wojującą lesbijskę Annę Zawadzką, uzbrojoną w hełm oraz tęczową koszulką, wywołały konsternację wśród uczestniczek kongresu i zmąciły na chwilę sielankową i dworską, jak ocenia Zawadzka, atmosferę panującą na zjeździe.

Zawadzka pisze, że nie mogła już wytrzymać, jak obserwowała uśmiechy pań na kanapach i piękne wypowiadane przez nie słowa o demokracji, o wolności itp. slogany. Wtedy postanowiła powiedzieć kilka słów prawdy, zadać pytanie i poznać odpowiedź od zgromadzonych "zacnych Pań", co myślą o Ustawie o Związkach Partnerskich. - Coś kazało mi wejść do środka i absolutnie zaprotestować pustosłowiu wypowiadanemu do zgromadzonych 3 tysięcy kobiet. Dość! - relacjonuje lesbijka.

Prowadząca Grażyna Torbicka odpowiedziała, że panel na ten temat odbędzie się jutro. Zaprosiła jednak Zawadzką do pozostania na scenie. Jednak po kwadransie jedna z organizatorek poprosiła nieproszonego gościa o ustąpienie miejsca jednaj z panelistek.

- Wyszłam za kulisy i odprowadzana spojrzeniami kilku organizatorek zostałam "przejęta" przez 2 uzbrojonych panów w kamizelkach kuloodpornych (...). Jeden z tych panów poinformował mnie, że wyprowadzi mnie na widownię, żebym nie zabłądziła. Kiedy już byliśmy na korytarzu, nie skręciliśmy w stronę sal, tylko skierowaliśmy się na zewnątrz. Myślałam, że panowie chcą mnie wylegitymować (...), ale Pan powiedział spokojnie, żebym to zdjęła. Pytam się, "Co?". Myślałam, że hełm. A Pan chciał, żebym zdjęła identyfikator i, żebym go oddała. Następnie poinformował mnie, że "organizatorzy nie życzą sobie mnie na Kongresie Kobiet" i, że nie mogę już na niego wejść – relacjonuje aktywistka lesbijska.

Ochroniarz kategorycznie zabronił Zawadzkiej zabrania swoich rzeczy osobistych pozostawionych na sali. Wyprowadzono ją bez pieniędzy i kluczy do domu. Szczerze wyznaje, że jeden z ochroniarzy tak ją zahipnotyzował, że gdyby tylko chciał poszłaby z nim do samochodu.

Okazało się, że ostał się telefon. Pierwszą rzeczą, jak zrobiła było wysyłanie sms-ów do różnych osób, w tym do "Gazety Wyborczej", z opisaniem całego zajścia. - Czułam się, jakbym dostała w twarz. Rozumiem, że zrobiłam coś, co zburzyło porządek spotkania. Świadoma byłam tego, że zostaną wobec mnie wyciągnięte konsekwencje. Spodziewałam się tego, że mnie wyprowadzą. Jestem w stanie zrozumieć nawet to, że zabroniono mi dalszego uczestnictwa w Kongresie Kobiet (chociaż bardzo mnie to zasmuciło), ale doprawdy nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego nie pozwolono mi zabrać moich osobistych rzeczy!

Bohaterka całego zajścia uważa, że powodem zaistniałej sytuacji było zadanie "kontrowersyjnego" pytania. -Interesująca się sprawą dziennikarka dzwoniła do mnie, informując, że zaprzecza się, iż w ogóle miało miejsce wyprowadzenie mnie z sali i jakikolwiek zakaz wstępu. Wow! Zaczęło mnie to wszystko dziwić i wkurzać. Skomunikowałam się więc z naczelnymi homiki.pl i poprosiłam o sztandar, niesiony na Paradzie Równości w Warszawie z napisem: "Żądamy ustawy o rejestrowanych związkach partnerskich".

Znajome Zawadzkiej interweniowały w jej sprawie u organizatorek kongresu. Okazało się, że te nic nie wiedziały o zajściu. Ponownie zaproszono Zawadzką na kongres. Jednak ochrona kategorycznie zakazała jej wstępu.

- Poprosiłam wchodzącą kobietę, żeby poinformowała dziennikarkę "Gazety Wyborczej", że nie mogę wejść (...). Przybiegła organizatorka Kongresu Kobiet i przeprosiła mnie za incydent, informując, że to nie wynikało z decyzji organizatorek, tylko była samowolna decyzja ochroniarzy. (...) Cały czas towarzyszy nam dziennikarka Gazety Wyborczej. Pojawiają się kolejne organizatorki, które mnie znowu przepraszają. Po wyjaśnieniu wszystkiego Zawadzka przyjmuję prawdę, jaką jej przedstawiono: to była inicjatywa ochroniarzy.

Następnego dnia, w niedzielę dziesiątki kobiet witało lesbijską działaczkę oklaskami i gratulacjami - Podchodziły do mnie Osobistości, ja podchodziłam do Osobistości i zbierałam głosy popierające Ustawę o Związkach Partnerskich m.in. od Olgi Lipińskiej, Hanny Bakuły, prof. M. Środy, M. Gretkowskiej i Partii Kobiet (pomogą przy zbieraniu podpisów), Anny Kornackiej, Emilii Krakowskiej i wielu innych. Była prezydentowa Jolanty Kwaśniewskiej osobiście przekazała Zawadzkiej słowa poparcia dla Ustawy o Związkach Partnerskich oraz podziwu dla pracy jaką wykonuje z Ygą Kostrzewą "nieformalną żoną" Zawadzkiej.

Lesbijka jest przekonana, że przeciętny "Kowalski" czy "Kowalska" są tolerancyjni, nietolerancyjne są tylko grupy wpływu, które swój kapitał polityczny budują na krzewieniu nienawiści wobec osób nieheteroseksualnych.

Jednak niektóre panie były zniesmaczone happeningiem. - Czy musiała się obnosić z tą orientacją nawet tu?, - Jakaś kosmitka, O czym ona mówi?, - Trzymać ją jak najbardziej z dala, - Niesmaczne - również takie zdania słyszano w kuluarach kongresu, o czym doniosły Zawadzkiej życzliwe znajome.

Bohaterka incydentu w Sali Kongresowej uważa, że powodem tak "drastycznych" konsekwencji wobec niej, jest zadane przez nią pytanie. - Nie pasowało do ogólnej atmosfery "sukcesów spijania" na cudownej drodze polskiej transformacji, o jakiej w zachwycająco pięknych słowach można było usłyszeć od Ważnych Osobistości, otwierających Kongres Kobiet – żali się Zawadzka.

- Przyjęłam niewdzięczną rolę Błazna. Ale wolę być wojującym Błaznem, niż udupionym Arystokratą – podsumowuje.

MaRo/Comingout.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »