Samolot był monitorowany, bo była to maszyna wojskowa – twierdzą rozmówcy, na których powołuje się "Rzeczpospolita". Gazeta informuje, że najprawdopodobniej, już w momencie katastrofy, wykorzystując swoją tajną stację nasłuchową, SKW posiadała nagrania, m.in. rozmów pilotów samolotu z wieżą kontroli lotów.

"Służba Kontrwywiadu Wojskowego nie udziela informacji na temat podejmowanych działań" – informuje w piśmie dyrektor gabinetu szefa SKW płk. Krzysztof Dusza. Trwa ustalanie okoliczności katastrofy prezydenckiej. A prokuratura wojskowa nie chce potwierdzać, czy dostała od kontrwywiadu jakieś materiały pomocne w śledztwie, i ewentualnie, co to były za informacje.

– SKW jest samodzielną służbą i nie w gestii prokuratury jest informowanie o jej działalności – ucina płk Zbigniew Rzepa z Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Wojskowi prokuratorzy zabezpieczyli w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego dokumentację lotu. Jak podaje "Rzeczpospolita" polscy prokuratorzy nie otrzymali jeszcze od Rosjan żadnych materiałów dotyczących katastrofy.

W piątek inną informację podała na swojej stronie internetowej białoruska gazeta "Wieści Witebska". Według gazety, na lotnisku pod Smoleńskiem mogło nie działać oświetlenie naprowadzające samoloty na pas startowy. Skąd taka hipoteza? Dziennikarz po godzinie od katastrofy sfotografował wojskowych i milicjantów wymieniających żarówki w lampach.

Jak na razie udało się zidentyfikować 76 ciał ofiar. Trwa ustalanie tożsamości 20 z nich. Analizowane są też zapisy czarnych skrzynek. Grupa śledczych odczytuje zarejestrowane rozmowy w kabinie pilotów, rozmowy z rosyjskimi kontrolerami i zestawia to z parametrami lotu.

mm/Rzeczpospolita

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »