Fronda.Pl: Dlaczego doszło do północnokoreańskiego ataku na południowokoreańską wyspę?

Nicolas Levi*: To kolejna prowokacja ze strony Korei Północnej, która ma na celu zaostrzenie sytuacji na Półwyspie Koreańskim. Korea Północna nie chce wywołać konfliktu, ale uzyskać od Korei Południowej pomoc ekonomiczną, humanitarną i energetyczną. To, co w tym ataku jest spektakularne, to fakt, że zaatakowane zostały także obiekty cywilne. Jednak w przeszłości zdarzały się ataki, w których zginęło więcej osób – przykładowo w 1983 roku nad stolicą Birmy wybuchł południowokoreański samolot. Wtedy zginęło nie 2, a 300 osób.

Czy możliwa jest eskalacja konfliktu i powrót do walki zbrojnej między tymi krajami.

Nie – obu państwom taka wojna się nie opłaca. Korea Północna by ją przegrała, nie ma szans pokonać wojsk południowokoreańskich i amerykańskich. O armii KRLD wiemy tyle, że liczy 2 mln żołnierzy, 5 mln rezerwy – ale więcej nic. Także arsenał nuklearny jest przestarzały, Korea Północna stałaby się groźna dopiero za pięć lat, gdy będzie mogła sama uzyskiwać uran. Z kolei Korei Południowej wojna też się nie opłaca. Po zajęciu swojego północnego sąsiada mogliby liczyć się z tym, że jego władze uciekłyby do Chin, gdzie uzyskałyby nową tożsamość i mogły się ukryć. Południowa Korea zostałaby z mieszkańcami byłego państwa totalitarnego. Dziś nie potrafi poradzić sobie z 20 tysiącami uchodźców – co byłoby z wszystkimi mieszkańcami Korei Północnej?

Jaki będzie efekt tego ataku?

Na pewno krótkotrwały. Korea Południowa na pewien czas wstrzyma pomoc dla Korei Północnej, ale za pół roku znów ją przywróci. KRLD nie uzyska też zwiększenia wsparcia ze strony swojego południowego sąsiada.

Rozmawiał Stefan Sękowski

*Nicolas Levi - ekspert Centrum Studiów Polska-Azja

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »