Każda wojna jest okrutna, ale wojna domowa jest o wiele okrutniejsza. A najlepszym tego dowodem jest wojenka domowa o Figurskiego i Wojewódzkiego, jaka rozgorzała na lewicy. W niej wszystkie chwyty są dozwolone, nie ma granic, których nie można przekroczyć. A mocnym dowodem na to jest tekst z tygodnika "Przekrój" "Taka, k..., konwencja" i ilustracje jakimi się do niego posłużono. 

 

Co myślę na temat żartów Figurskiego i Wojewódzkiego napisałem już kilkakrotnie. Jasno i zdecydowanie odniosłem się także do „opinii” prof. Jana Hartmana. Ale patrząc się na to, co robi obecnie tygodnik „Przekrój” nie mogę milczeć. I to nie dlatego, bym miał zamiar bronić głupawych trefnisiów, ale dlatego, że Roman Kurkiewicz destruuje kompletnie przestrzeń debaty.

 

Wielki męski organ, wypięte pośladki nagiego Wojewódzkiego i jego mniejsze narządy, które mają zilustrować tekst, w którym lewacki tygodnik odcina się od lewackiego trefnisia, są przekroczeniem już ostatnich norm. Męska, homoseksualna pornografia (nawet jeśli tylko naszkicowana) nie była jeszcze obecna w polskiej debacie publicznej. Nikt też nie posunął się do wykorzystania homoseksualnych sugestii w debacie publicznej czy graficznego zilustrowania słynnej na podwórkach frazy, która sugeruje, by włożyć coś komuś gdzieś. Kurkiewicz jest w tej dziedzinie pierwszy. Aż strach myśleć, jakie będą kolejne wyczyny niegdyś statecznego krakowskiego periodyku. Co jeszcze na okładce zostanie przedstawione, jaka perwersja narysowana, by walczyć w imię politycznej poprawności? Zoofilia, pedofilia? Jakich jeszcze słów użyje redaktor naczelny „Przekroju”, by odciąć się od niepolitycznie poprawnych lewaków? Jakich przekleństw jeszcze nie użył? Wszystko przecież da się usprawiedliwić walką o nowy lepszy świat...

 

A cierpimy na tym my wszyscy. Tygodnik „Przekrój” nie jest przecież pismem pornograficznym, więc do tej pory nikt nie musiał przed nim chronić dzieci. Od teraz jest inaczej. Produkt Romana Kurkiewicza powinien wylądować na półce z pismami gejowskimi. Po takich rysunkach tam jest jego miejsce.

 

Tomasz P. Terlikowski