Joanna Jaszczuk, Fronda.pl: 11 listopada jako Polacy jesteśmy razem, ale jednak osobno. W Warszawie na jutro jest zarejestrowanych 17 zgromadzeń. Premier Beata Szydło zapowiedziała, że ze względu na napiętą sytuację wokół obchodów wraz z policją nad bezpieczeństwem uczestników będzie czuwała Żandarmeria Wojskowa. Z kolei prezydent Andrzej Duda w wywiadzie dla „Polski” podkreślił, że chciałby, żeby 11 listopada był dniem jedności, abyśmy odłożyli na bok podziały polityczne i wspólnie cieszyli się z odzyskania niepodległości. Czy coś takiego jest w ogóle możliwe?

Poseł Wojciech Skurkiewicz, PiS: Bez wątpienia, Narodowe Święto Niepodległości to czas, kiedy jako Polacy powinniśmy być razem. Niestety, na przestrzeni kilku ostatnich lat bardzo dokładnie widać napięcia. Można to zaobserwować chociażby na przykładzie tej sytuacji, która będzie miała miejsce jutro. Kilkanaście manifestacji, którym, jak przypuszczam, przyświeca ten sam cel. Jednak za dwa lata będziemy obchodzić „okrągłą”, setną rocznicę odzyskania niepodległości i mam nadzieję, że wówczas wszyscy po prostu weźmiemy udział w jednym wielkim marszu Polaków. Mam nadzieję, że do tego czasu coś się zmieni.

Prezydent we wspomnianym wywiadzie zwrócił uwagę, że eskalacja konfliktów jest w interesie opozycji, a część sceny politycznej czy komentatorów posługuje się kłamliwą propagandą

Przypomnijmy sobie chociażby to, co było kilka lat temu, kiedy ówczesny prezydent Bronisław Komorowski zorganizował „swój” marsz w godzinach przedpołudniowych i w zdecydowanej większości uczestniczyli w nich politycy Platformy Obywatelskiej. Tego samego dnia mieliśmy marsz zorganizowany przez narodowców, który odbywał się w godzinach popołudniowych i te zadymy, które wciąż mamy przed oczyma, a okazuje się, że część z nich była spowodowana prowokacjami czy działaniami służb. To pokazuje skalę problemu. Jeżeli 11 listopada chcemy uczcić nasze wielkie narodowe święto, każdy powinien mieć możliwość świętowania w taki sposób, w jaki chce. Bez zadym, burd, rzeczy, które bardziej zniechęcają do świętowania niepodległości, mogą nawet bardziej od tego odstraszać. W tej kwestii musi się jeszcze wiele zmienić.

Przy okazji Święta Niepodległości, ale również wielu innych ważnych dla Polski rocznic pojawia się również spór o to, czym jest patriotyzm. Lewica, wkładając niejako PiS i narodowców „do jednego worka” pokpiwa sobie z tego, „kto jest prawdziwym Polakiem” i wnioskuje, że „ci, którzy rzucają kostką brukową”. Z kolei np. pamięć o Powstaniu Warszawskim część osób nazywa „martyrologią narodową”. Część publicystów czy polityków wysuwa dziś tezy, że współczesny patriotyzm to uczciwość w płaceniu podatków, opłatach za przejazd komunikacją miejską, segregowanie śmieci czy sprzątanie po swoim psie. Z kolei na Święto Flagi kilka lat temu wspomniany przez Pana prezydent Bronisław Komorowski, wspólnie z redaktor Magdaleną Jethon, brylował na „wesołej” manifestacji z czekoladowym orłem i tysiącami różowych karteczek z rubasznymi rymowankami, które leżały później przez tydzień na Nowym Świecie i Krakowskim Przedmieściu... Nie „rzucanie kostką brukową” i nie „segregowanie śmieci”, pomiędzy "narodową martyrologią" a "czekoladowym orłem"- czym jest dziś patriotyzm?

Mam nadzieję, że doczekamy czasów, gdy wszyscy, którym idee patriotyczne są bliskie, będą mogli iść w jednym marszu. Jeżeli jednak lewica coś takiego mówi, to powinna uderzyć się w piersi. Nawoływanie jakichś lewackich grup, które przyjeżdżały do nas z zagranicy, próbowały ścierać się z narodowcami, prowokowały ich, w żaden sposób nie daje możliwości wspólnego świętowania odzyskania niepodległości. Jeżeli mówimy o ruchach lewicowych, lewicujących czy wręcz lewackich, to właśnie one bardzo często dopuszczają się prowokacji czy agresji w stosunku do osób chcących uczcić 11 listopada. Jest to bardzo ciekawy temat przede wszystkim z socjologicznego punktu widzenia, ponieważ na pewno bardzo wiele osób zadaje sobie pytanie, dlaczego np. Amerykanie mogą świętować 4 lipca wspaniale, zgodnie, nie wstydząc się swoich barw narodowych, cały czas podkreślając wielkie przywiązanie do swoich wartości patriotycznych, swojej flagi, hymnu. W Polsce natomiast, gdy dziś polityk reprezentujący prawą stronę sceny politycznej ma naszą narodową flagę wpiętą w klapę marynarki, nie budzi to jakiegoś zaskoczenia czy niedowierzania, ale jeszcze kilka lat czy nawet parę miesięcy temu pojawiały się pytania w rodzaju: „Ale po co ci ta flaga w klapie?” Taka reakcja wydaje się bardzo dziwna.

Wróciłabym jeszcze do wypowiedzi prezydenta Andrzeja Dudy. Czytając komentarze pod nią na Facebooku czy portalach informacyjnych, zaobserwowałam parę przychylnych prezydentowi czy w ogóle PiS, ale powątpiewających w możliwość zjednoczenia i to, czy warto apelować o jedność oraz... wyciągać rękę do opozycji

Mamy jeszcze dwa lata na przezwyciężenie pewnych animozji i różnych form niechęci. Mam nadzieję, że w 2018 r., gdy będziemy świętować stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości, to wszyscy pójdziemy w jednym Marszu Niepodległej, z prezydentem Andrzejem Dudą na czele. Bez oglądania się na to, co było w latach minionych i różnych kwestii, które bardzo często nie pozwalają nam wspólnie świętować Mamy na to dwa lata i wierzę, że zarówno my jako klasa polityczna oraz nasze społeczeństwo, dojrzeje do tego, by móc wspólnie świętować 11 listopada jako stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości.