"Czy jedynie Kościół jest w stanie wołać o prawdziwie ludzką ekonomię i oddać głos tym, którzy na ziemi są marginalizowani, oraz nakazowi równej godności wszystkich mężczyzn, kobiet i dzieci?" - pyta na łamach watykańskiego dziennika "L’Osservatore Romano" włoski polityk, historyk i dziennikarz, w latach 1966-81 przewodniczący Włoskiej Partii Socjalistycznej.

Tamburrano zaczyna artykuł od przedstawienia siebie jako "socjalisty i chrześcijanina", po czym przechodzi do krytyki szczytu G-8, który odbył się w L’Aquila. Jego zdaniem, nie było to nic prócz "przydatnej wymiany poglądów", która jednak nie wniosła żadnej konkretnej propozycji reform gospodarczych.

Socjalista dodał, że globalny kryzys dotknął szczególnie biednych, i do dzisiaj nie ma żadnego "przeciwnika". W tym kontekście, zdaniem Tamburrano, "głos Papieża dał się słyszeć przez "Caritas in veritate" i jego wezwanie do G-8 12 czerwca".

Zdaniem publicysty, o ile Leon XIII w encyklice "Rerum novarum" rozróżnił między konkurencyjnymi wobec siebie socjalizmem i liberalizmem i afirmował wyższość trwałej ekonomii w służbie ludziom, za Jana XXIII w "Mater et magistra" Kościół, świadomy swej silnego autorytetu, otworzył się na dialog z socjalizmem, o tyle za Benedykta XVI to już "ani socjalizm, ani liberalizm".

"Stawia on czoła wyszczerbionemu systemowi ekonomicznemu, który ignoruje tragedie i nieszczęścia, głód, analfabetyzm, umieralność niemowląt, nierówność, waśnie między ubogimi, fanatyzm, rasizm, przemyt ludzi i narkotyków... lista jest długa" konkluduje Tamburrano.

 

AJ/CNA

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »