Valli postawił sobie za zadanie obronę Benedykta XVI przed powracającymi wciąż na nowo zarzutami. Książka dotyczy zatem niemal wszystkich wielkich ataków na papieża: zarzutów o obronę pedofilów w sutannach, obrażanie Żydów, zdjęcie ekskomunik z biskupów Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, obrazę islamu itd. We wszystkich tych sprawach Valli przyznaje rację Stolicy Apostolskiej i samemu papieżowi. I uznaje je (ze szczególnym uwzględnieniem pedofilii) za metodę walki z Kościołem, a dokładniej ze strażnikiem wiary Kościoła.
Nie chodzi jednak o jakiś wszechświatowy spisek. „Nie warto podejmować próby wyobrażania „wielkiego starca” zajętego rozdawaniem ról w kampanii oszczerstw. Jest to raczej zbieżność wielu interesów. W mediach masowych i ośrodkach finansowych, w rządach i grupach nacisku różnego typu i o różnej inspiracji, Papież mimo formalnego szacunku pokazywany jest nieraz jako kłopotliwy kij wetknięty w koła samochodu mającego na celu budować konsensus i formować sumienia. Im bardziej głowa Kościoła katolickiego jest wiarygodna, tym bardziej doznaje ciosów. A jeśli Benedykt XVI jest tak uderzany, to właśnie dlatego, że jest bardzo wiarygodny, a jego słowa są skuteczne” – przekonuje Valli.
A najlepszym narzędziem w tym ataku jest oczywiście pedofilia księży. „Sprawa księży-pedofilów została uznana, zgodnie z faktami zresztą, jako wspaniała okazja do osłabienia Papieża, który bez lęku mówi o prawdzie, który przestrzega przed opacznym użyciem wolności” – podkreśla Valli. I trudno się w tej kwestii z nim nie zgodzić. Autentyczne i godne najwyższego potępienia grzechy ludzi Kościoła zostały wykorzystane do tego, by zwalczać sam Kościół jego przewodnika. A było to tym łatwiejsze, że wielu katolików do tej nagoni się przyłączyło, próbując ugrać na niej jakieś własne interesy.
Ale media wykorzystują nie tylko pedofilię do walki z papieżem. Niemal każda jego wypowiedź, odpowiednie przeinaczona czy wyciągnięta z kontekstu może się stać wygodnym narzędziem, by stworzyć newsa podważającego wiarygodność papieską. Wystarczy, że Benedykt XVI przypomni, że jedynym zbawicielem ludzkości jest Jezus, a już jakiś dziennikarz oznajmi, że podważa to znaczenie innych religii, a jakiś rabin czy imam potwierdzi to i okaże odpowiednie oburzenie. I jest afera.
Diagnoza Valliego, choć niewątpliwie słuszna, całkowicie świadomie (i przyznaje to autor) nie bierze pod uwagę także jakiejś winy samej Stolicy Apostolskiej. Valli uważa, że polityka medialna, informacyjna nie mają najmniejszego znaczenia dla ataków na Benedykta XVI. I choć trudno nie zgodzić się, że one trwałyby i tak, niezależnie od lepszego lub gorszego PR, ataki trwałyby i tak. Ale wiele z nich można by jednak zatrzymać czy ograniczyć, gdyby Benedykt XVI miał rzecznika prasowego na miarę Joauqina Nawarro-Vallsa, i gdyby jego współpracownicy większą wagę przywiązywali do komunikacji.
Niezależnie jedna od tej refleksji i od poczucia, że miejscami Valli próbuje zrobić wszystko, by lekko złagodzić przekaz ortodoksji Benedykta XVI warto przeczytać tę książkę. Choćby po to, by dowiedzieć się, że w czasie, gdy „New York Times” domagał się ujawnienia nazwiska każdego księdza-pedofila, w Nowym Yorku wybuchła afera pedofilska wśród rabinów. Ale w tej sprawie „NYT” zajął stanowisko domagające się dyskrecji. Ze względu na dobro ofiar i wspólnoty religijnej…
Tomasz P. Terlikowski

